Anty-bohaterowie

Roman Kowalewski. Lokalny bohater. Porucznik. Wspomagał AK czynem i finansami. Zginął zakatowany przez gestapo.

Witold Kieżun. Narodowy bohater. Podporucznik AK. Odznaczony Krzyżem Walecznych i Orderem Virtuti Militari.

Ten pierwszy – oskarżony o handel narkotykami. Ten drugi – o współpracę z SB. Czy słusznie? Trudno mi dziś powiedzieć, grunt, że szum poszedł.

Kiezun_W_28_sierpnia_1944

W przypadku Kieżuna, robią go najczęściej ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym jak by się zachowali gdyby, albo jak było faktycznie – jest temat, jest impreza, trzeba się bawić póki głośno.

W przypadku Kowalewskiego, jest to – jak czytam w lokalnej prasie pow. nowodworskiego – jeden z radnych a jednocześnie przewodnik, który stwierdził, że już nie zamierza opowiadać wycieczkom o tej postaci.

Dlaczego nie? Czy przedwojenny diler, zmieniony w bohatera to nie najlepsza lekcja historii? Czy nie uczy, że braterstwo broni uszlachetnia „i nas zjadaczy chleba w anioły przemienia”? Ja nie jestem przewodnikiem, ale wiem, że kryształowi bohaterowie są jak beza, z lukrem, syropem klonowym i czekoladową posypką – krótko mówiąc mogą prowadzić do mdłości. I Kowalewski, i Kieżun, odbrązowieni są dla mnie jeszcze ciekawsi. O tym drugim już sporo czytałam, ten pierwszy zaczyna mnie właśnie bardzo, ale to bardzo interesować.

Być może obaj okażą się ostatecznie niewinni – nie o to mi jednak chodzi. Sedno tego wywodu, jest następujące: historię za często się wygładza – na co zwrócił uwagę Marcin Tomaszewski, autor Lekturaobowiazkowa.pl w komentarzu do #dlaczegonielubieszkoly. Zupełnie niepotrzebnie. Thackeray w „Targowisku próżności” jedzie równo po dobrej do mdłości Amelii Sedley – zresztą całkowicie słusznie, bo jako bohaterka jest tragiczna i nie chodzi tylko o smutne jej losy. Gloryfikuje natomiast – i znów w punkt – Becky Sharp o charakterku ostrym adekwatnie do nazwiska. O ile pamiętam, w tej znakomitej książce znajdziecie nawet dosłowne wyjaśnienie – że w literaturze to, co z gruntu dobre, to i nudne. Nie podam go niestety, albowiem książka należy do tych, które pożyczyłam i zniknęły jak sen jaki złoty. Może ktoś, do kogo trafiła przeczyta ten sloganowpis i sumienie go ruszy. Choć pewnie nie.

Thackeray snuł opowieść z palca wyssaną, historia zaś opiera się na faktach. Ale zasady są podobne – bohaterowie muszą być wyraziści.

pow1

Ostatnio odwiedzałam Powązki z moim ulubionym Urbiturem. Aniołów tam więcej niż na łebku od szpilki. Ale tylko tych marmurowych. Pod zdobnymi płytami leżą ludzie prawdziwi. Ich historie poruszały mnie bardziej niż zbyt piękne i delikatne rzeźbione postaci. Kłótnie, zdrady, zabójstwa, ale też sztuka najwyższych lotów, bohaterstwo, miłość… Piękna i niesamowicie życiowa mieszanka.

Mimo to, chociażby przy grobie Jerzego Waldorffa, znak zostawili wyznawcy historii białej jak śnieg: ktoś próbował zetrzeć nazwisko leżącego tu partnera życiowego pisarza.

Pow3

Bohater musi być czysty i to czystością odgórnie ustaloną, chorobliwą. Bo przecież homoseksualizm nawet nie jest czymś nagannym. Ale ktoś uznał, że niegodny cmentarza bohaterów i najlepiej wymazać go dokładnie tak jak radny-przewodnik chce przemilczeć bohaterskiego aptekarza-dealera z Zakroczymia.

Pow2

Co z tym zrobić? Bo nie zostawię tematu otwartego.

Nie warto milczeć o grzesznych, których los zbliżył później do świętości. Trzeba czytać i dociekać jak mój kolega Marcin, który odkrył ciemne rysy na jasnej historii Kosynierów. Trzeba opowiadać, jak dziewczyny z Urbituru i masa odważnych nauczycieli historii, pisarzy i publicystów o bohaterach, którzy bywają antybohaterami.Z drugiej strony nie trzeba też na siłę szukać rys u dobrych ludzi i naginać faktów do opowieści. Wystarczy mówić prawdę. Prawda zwykle nie jest czysta. Jest za to cholernie ciekawa.

 

Pierwsze zdjęcie: Witold Kieżun po zdobyciu Komendy Głównej Policji (przy Krakowskim Przedmieściu 1) podczas powstania warszawskiego 1944, zdjęcie filmowe. Źródło Wikimedia Commons

Pozostałe zdjęcia Ewa Sztompke, www.urbitur.pl

  • http://www.lekturaobowiazkowa.pl/ Marcin Tomaszewski

    Podam jeszcze jeden przykład :) Piłkarzy. Przeczytałem trochę książek na ich temat i powiem tak, fajnie się czyta o tych wielkich utalentowanych grzecznych mężczyznach. Niestety szybko się o wszystkim zapomina. Za to najbardziej zapadają w pamięć historie o tych, którzy walczyli nie tyle na boisku, co poza nim. Na przykład Andrzej Iwan (kapitalna książka „Spalony”). Świetny piłkarz, ale przede wszystkim zwykły człowiek. Ze wszystkimi swoimi wadami, słabościami. Tym, że praktycznie „przegrał” część życia, ale walczy, stara się. Ci wybieleni stają się niczym więcej niż nieosiągalnym bożkiem, które można wytykać palcami i potakiwać głową, że taki piękny, taki wspaniały. A chuja tam – cytując klasyka – tacy sami jak my.

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Znów się z Tobą zgadzam i to już nudne. Rozszerzyłabym piłkarzy o sportowców generalnie. Bardzo lubię czytać np. historie ultramaratończyków. To zwykle bardzo nietuzinkowi ludzie, często nawet z kryminalną przeszłością, niekoniecznie sympatyczni – czasem po prostu wredni, niekoniecznie dobrze sobie życzący (na 250 kilometrowej trasie biegu też można rywalizować i iść łeb w łeb). Fantastycznie się o nich czyta.

  • http://dirtymind.pl Przemek Kosior

    Nie dorosłem jeszcze do zagłębiania się w wiele biografii, ale np. w naszej wojnie polsko-polskiej obie strony mają swoich bohaterów i oczerniają drugich. Najciekawsze jest to, że czasami wszyscy mają rację i w końcu wychodzi na jaw, że bohater to też człowiek. Po prostu. :)

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      I wtedy dopiero, jak dla mnie, robi się na serio ciekawie :D