Czas na urlop

Słonko świeci/ptaszek śpiewa/ a nas w szkole/krew zalewa – przypomniałam sobie dziś rano ni stąd i zowąd tę rymowankę jeszcze z czasów podstawówki. W zasadzie nie tak bardzo „ni stąd ni zowąd”, bo za oknami właśnie „taka sytuacja”, ze świeci piękne, wiosenne słońce a ja tkwię przypięta do komputera i skrępowana deadline’ami.

A przecież robię dokładnie to co lubię, więc o co chodzi?

Po zastanowieniu muszę odpowiedzieć – o urlop. Potrzebuję go, jak pisał Gałczyński, „jak jarmużu bedłki”. ASAP. Najlepiej w formie skrajnej, czyli nie żadne tam „za dnia remont mieszkania a wieczorami fuchen-machen”. Potrzeba mi wyjazdu do jakiegoś obrzydliwie mainstreamowego, przeżartego kiczem i komercją kurortu, gdzie spędzę czas na czytaniu kiepskiej literatury, pływaniu w basenie, wylegiwaniu się na leżaku i innym przyjemnościach. Doszłabym do tego wniosku szybciej, ale konsekwentnie olewałam wszelkie znaki na niebie i ziemi mówiące, że oto już, asap, na cito pora na urlop. Nie powtarzajcie mojego błędu. Pomoże Wam w tym ten oto prosty i przydatny poradnik przeplatany fotkami z minionych urlopów.

karlskrona

1)   „Coś źle wyglądasz”.

Ostatnio od wielu osób usłyszałam, że wyglądam na zmęczoną.  Na szczęście wiem dokładnie jak to rozszyfrować:

11Źródło obrazka http://kindofnormal.com/img/truth_facts/2014/03/11.jpg

Taka prawda. Człowiek pozostający zbyt długo bez urlopu raczej nie ma co liczyć na tytuł Tap Madl (nie żebym liczyła na niego tuż po wypoczynku w tropikach). Podkrążone oczy, cera pieszczona zbyt długo suchym powietrzem klimatyzowanych pomieszczeń, worowate ciuchy – oto cała ja, emanująca wewnętrznym pięknem, bo na zewnętrzne nie mam już siły.

basen

2)   Wszystko źle

Kiedyś we wpisie o Czytelniczych Bólach D… wypominałam reporterowi, że namalował obraz moich rodzinnych okolic szarymi i czarnymi krechami. Dziś doskonale go rozumiem. Facet tak widział świat, bo od jakiegoś czasu pracował na pełnym gazie dobijając się w weekendy fuchami. Jestem tego prawie pewna (bo na 100% to tylko podatki i śmierć). Dopiero po urlopie wszystko jest jakby skąpane w słońcu. No przesadziłam, ale na pewno nie są to przedpola Mordoru.

egipt

3)   Wszyscy źli

Nie jestem jakąś oazą spokoju. Aż tak dobrze to nie jest. Ale kiedy zbliża się Czas, Kiedy Powinnam Wziąć Urlop a ja nadal nie mam urlopu, wstępuje we mnie Olga Samo Zło. Wkurzają mnie ludzie, którzy za wolno lezą chodnikiem (choć w Warszawie wszyscy i tak zasuwają, jak małe motorki, w porównaniu z resztą kraju), wkurzają mnie współpracownicy (na szczęście nieliczni, ale zawsze), wkurza mnie pani w okienku i współpasażerowie w metrze. I to tak, że mam ochotę powiedzieć im do słuchu. Co kończy się najczęściej głupimi minami i kilkoma kąśliwymi uwagami z mojej strony.  Po czym, już znalazłszy samotny kącik, ponuro chichoczę przeglądając strony takie jak TA.

wroclaw

4)   Złe słowa

Może do szewców mi daleko, ale do dyplomatów także. A im bardziej wkurza mnie wszystko wokół, tym częściej wyrwie mi się szpetne przekleństwo. Ewentualnie kilka. Nie mam przy tym zdolności bohaterki powieści Lemberga „Zasługa nocy”, która sprawnie klęła wspak. Nie, u mnie to nie talent, ale po prostu brzydki nawyk. Taki jak ogryzanie paznokci, które również jest jednym wielkim znakiem, że czas odpocząć.

basen2

5)   Wszystko złe

Biegam wolniej, ćwiczę jak ostatnia ciapa, męcząc się przy tym okrutnie i generalnie czuję się, jakbym nie trenowała regularnie a dopiero zaczynała swoją – uwaga, modny zwrot: „przygodę ze sportem”. Robię błędy – te upierdliwe drobiazgi: wysyłanie maili bez załączników i te ortograficzne (kolega, grafik powiedział kiedyś, że po literówkach poznaje, kiedy jestem chora albo powinnam iść na urlop). Przestają mnie cieszyć rzeczy, którymi na co dzień zachwycam się jak głupia. Ogólnie „coś taka ochlapła jestem” cytując kultową (a jakże by inaczej) scenę z Misia.

Jeśli odnajdujesz analogie w swoim życiu – idź na urlop czym prędzej. Jeśli nie – również. Podobno urlop działa nawet na tych, którzy w niego nie wierzą.