Czym w hejtera? Poradnik

Wczoraj pisałam o konstruktywnej krytyce. Warto dla porządku przypomnieć, że istnieje też ta całkowicie nieuzasadniona, pełna obelg i pomówień, czyli krótko mówiąc ordynarny hejt. Przykładów jest aż nadto, nie będę szargać sobie i Wam nerwów wklejając tu jakieś internetowe przepychanki. Ważniejsze jest pytanie – jak się bronić?

Kłótnia?

Można wejść w polemikę – ale wtedy kłania się stara, dobra zasada:

Nie dyskutuj z idiotą, bo najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.

true

Cenzura?

Można próbować kasowania komentarzy, rozdawać bany tak hojnie jak student ulotki i generalnie zabawić się w małego cenzora. Reakcja jest najczęściej histeryczna. I po części to rozumiem. Internet żyje wolnością słowa. Oczywiście nie zawsze mu to wychodzi na dobre.

Inna sprawa, że cenzurując, można wywołać efekt całkowicie przeciwny do zamierzonego. Ma to nawet swoją oficjalną nazwę: Efekt Streisand. Znana aktorka i piosenkarka sprzeciwiła się swego czasu publikacji zdjęcia swojej siedziby. Sprzeciw sprawił, że całkowicie niepozorna fotka stała się ogromnie popularna. Więcej na ten temat znajdziecie chociażby na Wikipedii.

Milczenie?

Z jednej strony coś w tym jest, bo ludziom w internetach szybko wszystko się nudzi. Kiedy temat goni temat, twój post i hejtowanie pod nim staje się passe po kilku godzinach. Chyba, że zrobiło się naprawdę grubo. Na przykład nie jesteś Janem Kowalskim, tylko w miarę rozpoznawaną marką (i mówię tu także o ludziach-markach), to strategia

ja poeta i łachmyta, milczę, kiedy syn mnie pyta

będzie fatalna. Spektakularnie milczał między innymi Sokołów. I to nawet kiedy po sieci hulały zdjęcia ich parówek z apetycznie zatopioną folią. Tym samym umiejętnie nakręcali falę – w sporej mierze uzasadnionego – zdenerwowania internautów. Ale po szczegóły i kejsy zapraszam do Czaplickiej. My wróćmy do sytuacji, w której hejterzy racji nie mają a jedynym powodem, dla jakiego nas opluwają jest czysta radość płynąca z samego opluwania.

Straszenie?

To obosieczny miecz. Pamiętam case Wedla. Firma wytoczyła wielkie, strasząc prawnikami blogerkę, która podała przepis na Ptasie Mleczko, nie wiedząc? zapominając?, że to zarejestrowany znak towarowy.

Wyglądało to mniej więcej tak, jak w tym fragmencieTM z Monty PythonaTM, pokazującym polowanieTM na komaraTM

 

 

 

 

 

 

 

Dziewczyna przestraszyła się i skasowała całego bloga a na Wedla poleciały gromy.  Nie jest to jednak przykład reakcji na hejt, ale doskonale pokazuje pewno zjawisko: jeśli wytoczysz za duże działa na trolla, sympatia ludu będzie po jego stronie. Jeśli na domiar złego jesteś Janem Kowalskim a hejterzy wyczują, że za Wielkimi Słowami nie kryje się realna groźba, spodziewaj się, że zabiją Cię szyderczym rechotem i a twoje zwłoki odeślą na ten profil TRZASK TUTAJ i jemu podobne.

Jest jeszcze jedna kwestia – dobrze brać pod uwagę nie tylko to kim samemu się jest ale też to, kim jest osoba, w stosunku do której kierujesz swoje działania. Chicagowski deweloper zbombardował kiedyś dziewczynę, która napisała o nim nieprzyjemnego posta. Tyle, że internautka miała zaledwie 20 znajomych na Twitterze. I tylu pewnie ludzi zapoznało by się z jej gorzkimi żalami. Jednak oskarżenia i straszenie sądami sprawiły, ze sprawą zajęły się media i lawina ruszyła. Tę historię słusznie przytacza Paweł Tkaczyk przy okazji opisywania serwisu Klout, na którym łatwo można zmierzyć czyjś wpływ w internecie. Ja swój zmierzyłam i uprzedzam, nie ma sensu wyciągać na mnie bazuki.

Jeśli więc nie strach to co?

I tu zbliżam się do konkluzji. A zarazem do kilku znakomitych przykładów, które od wczoraj śmigają po sieci jak szalone.

Okazuje się, że w krainie trolli, gdzie zaległy cienie i gdzie uprawia się hejt nie ma czegoś takiego jak (fanfary)

poczucie humoru i dystans do siebie.

Dlatego trolle obu tych rzeczy bardzo się boją. Bardziej niż rzeczowej polemiki. Bardziej niż cenzury. Bardziej niż prawników.

Jeśli wykorzysta się je umiejętnie, hejter traci swój największy atut – sojuszników. Lud całkowicie odwraca się od trolla. Zostawia go samego i obnażonego aż do gołej głupoty. Teraz zamilknę i oddam głos prawdziwym bohaterom tego wpisu – sołszjal midia nindżom z Przeglądu Sportowego. O, tak się to robi:

 

PS1

 PS2

Swoją drogą Przegląd Sportowy ma już prawie 100 lat. I odnajduje się, jak dotąd, w każdej rzeczywistości. Patrząc, jak sprytnie radzi sobie w sieci, można przypuszczać, że nadal będzie górą. Tak trzymać!

 

Źródło screnów: http://www.bksite.pl/2014/04/23/najlepsze-riposty-przegladu-sportowego-na-facebooku/?fb_action_ids=699915516720928&fb_action_types=og.likes

A jeszcze wcześniej Kwejk.pl

A najwcześniej https://www.facebook.com/przegladsportowy?fref=ts

 

 

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Dzięki za wspomnienie :)

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Dzięki za fajne story (zresztą nie tylko to) :) Uszanowanko!