Czytelnicze bóle d…

geby

Mam problem z reportażami. Powodem nie jest ich treść ale forma. Forma, która zamiast odmalowywać rzeczywistość realistycznie, całkowicie ją wykrzywia. W efekcie to, co powinno przypominać fotografię bez photoshopa, zaczyna wyglądać, jak obraz Hieronima Boscha. I – żeby nie było – uwielbiam Boscha, ale wszystko powinno mieć swój czas i miejsce.

Dla zilustrowania problemu, pozwolę sobie wyciągnąć z archiwów Wyborczej takie oto dzieło: http://wyborcza.pl/1,87648,13795431,Co_sie_dzieje_z_ludzmi__ktorzy_zyli_z_lotniska_w_Modlinie_.html

Trafiłam na nie kiedyś i przeczytałam z zainteresowaniem, bo pochodzę z okolic tego, póki co feralnego, lotniska. Przy okazji znalazłam znakomity przykład, żeby pokazać kluczowe bóle d…  jakie mnie dręczą:

Ból pierwszy: Otoczenie malowane czarną kredką na szarym tle

Na początek taki oto cytacik:

„Teraz (po upadku lotniska – chwilowym, jak się okazało, przyp. Sloganopis) trasą z rzadka przejedzie samochód. Modlin znowu przypomina wieś: pieją koguty, z kominów drewnianych domów unosi się szary dym.”

Kłamstewko numer 1. Ta trasa to odnoga ekspresówki Warszawa-Gdańsk. Rano i wieczorem regularnie tworzą się na niej korki. Lotnisko nie ma i nigdy nie miało tu nic do rzeczy. To tędy mieszkańcy kilku sporych miejscowości dojeżdżają do Warszawy. Tędy śmiga masa ciężarówek. Autobusy. Osobówki. Raz próbowałam biegać poboczem tej „rzadko uczęszczanej trasy”. Ciężko – za duży ruch.

Kłamstewko numer 2. Modlin, owszem, przypomina wieś ale nie tą z obrazka, na który w dzieciństwie napatrzył się pan redaktor.”Drewniane domy i pianie koguta?” Przykro mi. Najbliższy względem lotniska skansen jest we wsi Sromów. Nie w Modlinie.

I ten szary dym z komina… Szary jak cała ta beznadzieja wokół, odmalowana sprawnym reporterskim piórem. Och proszę… „So much for pathos!”,  że zacytuję Monty Pythonów.

Poza tym bliżej lotniska jest Twierdza Modlin przypominająca raczej dzielnicę miasta (którą faktycznie jest) niż wieś. Domów tu nie ma (nie liczę kilkusetmetrowej linii szeregowców wybudowanych kilka lat temu), są natomiast wyremontowane bloki z wielkiej płyty z lat 80 i przedwojenne apartamentowce oficerskie. Małe miasteczko, czyste i przyjemne, nie pasuje jednak do historii w której – jeszcze zapewne zanim reporter wyruszył w podróż – miała pojawić się bieda, beznadzieja, apatia i szary dym.

Kłamstewko numer 3. Moc sprawcza lotniska jest, wg reportera wręcz magiczna. Przypomnę: Modlin ZNOWU przypomina wieś: ma siwe dymy i drewniane domy. Czyli co? W trakcie funkcjonowania portu, kominy rzygały tęczą a drewno zamieniało się w kamień? Jak wieś może ZNOWU przypominać wieś, nigdy nie zamieniwszy się w miasto? To pytanie nadaje się na ask.fm.

Ból drugi: Czyli składnia à la lud ciemny i prosty.

Krótko mówiąc: czasownik nie ma prawa wyskoczyć gdzieś w środku, czy na początku zdania. Bo przecież „Obiad zrobiłem” – brzmi bardziej „reportersko”, niż „Zrobiłem obiad”? Prawda?

Jeśli jeszcze zasugerujemy przy tym ograniczony zasób słów mówiącego, mamy prasowy odpowiednik telewizyjnej „setki” (czyli cytatu, który bez cięcia, w całości nadaje się do emisji). Nie napiszemy więc „Posprzątałem dom.” jeśli można to ująć „Chałupę oporządziłem.”

Znajoma, którą podpytywałam o tego typu szyk zdania, użyła nazwy „Oppa Yoda Style”. Coś w tym jest. Nie wiem, czy to jakaś pozostałość z dawnych czasów, czy może naleciałość z języka niemieckiego. Nieważne. Ważne, że zwykle brzmi, jak wypowiedź kogoś, kto raczej nie pochwali się doktoratem.

We wspomnianym reportażu mamy, rzecz jasna, przykłady takiej składni:

Ja już w Szkocji jestem. Domy buduję.”

Ja, proszę pana, to nawet z portalem Booking.com umowę podpisałem.”

Opowiada, że całe życie w Modlinie spędziła.”

Mieszkałam w tych okolicach ponad dwadzieścia lat. Nie odnotowałam takiej maniery językowej. Czyżby przy dziennikarzu „z samy stolicy” wszyscy zaczynali mówić inaczej (mnąc przy tym czapki i rzucając spojrzenia spode łba)? Nie sądzę.

Możecie sądzić, że nie jestem obiektywna. W Twierdzy się wychowałam, dorosłam. Kocham Twierdzę (nie Modlin, nie Nowy Dwór Maz. – lokalsi wiedzą :) ). Ale możecie też wziąć pod lupę reportaże, jakie czytacie na co dzień. I nie wiem, czy nie dojdziecie do podobnych wniosków.