Darmowy kaganek oświaty

Lubię się uczyć. I mam szczęście bo w mojej branży trzeba trzymać rękę na pulsie. Bez znajomości nowych technologii albo trendów reklamowych, nie będę miała nic sensownego do zaproponowania klientom. A to oznacza, że nie ma dla mnie miejsca w branżusi.A ja nie tylko lubię się uczyć ale także lubię swoje miejsce w branżusi.

 1dzien

To ja w pierwszym dniu szkoły. Już wtedy wiedziałam że lubię się uczyć. Nie przeszło mi, mimo starań polskiego systemu edukacji.

Trzecią rzeczą, którą lubię jest oszczędzanie. Oczywiście, czasem po prostu trzeba wydać na dokształcanie się. Ale co jeśli chciało by się wiedzieć coraz więcej i więcej a tymczasem w kolejce do ogołocenia twojego konta ustawia się bank, operator telekomunikacyjny, firma paliwowa, ubezpieczyciele, wodociągi i inne wesołe instytucje. Studia podyplomowe to koszt kilku, czasem kilkunastu tysięcy. Kursy to najczęściej kilkaset złotych (te rozbudowane kosztują jak podyplomówka). Jak żyć?

No cóż, to jak z piosenką „wędrowali szewcy przez zielony las, nie mieli pieniędzy ale mieli czas”. Jeśli portfel robi się pusty, to kluczem jest czas. Warto poświęcić go na wyszukiwanie darmowych lub tanich możliwości dokształcania się. Ja całkowicie za darmo (!!!) już teraz zaoszczędzę Wam nieco tego cennego czasu i podam kilka sprawdzonych rozwiązań. Dotyczą szeroko pojętego marketingu, reklamy i mediów. Ale spokojnie – część rad jest dość uniwersalnych i można przełożyć je na język swojej branży.

Darmowe wykłady

Jeśli nie stać cię na kursy… chodź na nie za darmo Poważnie. Da się wyszukać takie okazje. Przykłady? Proszę bardzo.

  1. Dla wszystkich, którym marzy się jakiś mały start up, kariera sołszjal midia nindży czy generalnie interesują się nowymi mediami, fajnym rozwiązaniem może okazać się Aula Polska. Nie byłam (jeszcze) ale słyszałam wiele dobrego. Polecam więc nie do końca w ciemno.
  2. Kilka dni temu prawie że miałam przyjemność załapać się na cały dzień fantastycznych wykładów z kilkoma branżowymi tuzami w roli wykładowców (prawie że, bo dopadło mnie jakieś paskudztwo i dzień spędziłam z gorączką i chusteczkami do nosa, ach czerwcu 2014, taki piękny…). Gdyby owi wykładowcy policzyli normalne stawki, jakie biorą za swoje prelekcje, no cóż na pewno nie byłoby mnie stać. Ale nie policzyli. Wstęp na wykłady był wolny. Cud? Nie TweetupPL#. Kolejne wydanie tej imprezy już za rok. Będę.
  3. Choroba nie przeszkodziła mi z kolei w skorzystaniu z innej formy „douczek za free”, czyli warsztatów w Polish Open University. POU co jakiś czas zaprasza na swoim fanpage’u na fajne, darmowe e-szkolenia. Ja aukrat wybrałam „Marketing Cyfrowy, Typy modeli obecnych w internecie”. Brzmi, no cóż, bardzo akademicko. I takie też jest. To wiedza oparta na bardzo solidnych podstawach. Warto.
  4. Dobrze też wyczulić się na słowo „targi”, „dni czegoś tam” i tym podobne. Jeśli zobaczycie gdzieś reklamy, czy plakaty, dotyczące tego typu wydarzenia poświęćcie im kilka minu, zajrzyjcie tez na stronę. TO  jest program wykładów w ramach Targów Wiedzy Graficznej – sporo nomen omen wiedzy graficznej. I to darmowej. Za rok powinno być równie ciekawie, więc stay tuned.
  5. I last but not least, regularnie próbuj sił w konkursach. Ja takim sposobem załapałam się na tygodniowe warsztaty pisania z Markiem Krajewskim (organizatorem była Fundacja Sztuki Nowej ZNACZY SIĘ – podaję nazwę bo może będą mieli kiedyś jeszcze podobne konkursy). Opłaciłam przejazd i hotel w Krakowie. Kursy miałam do wczesnego popołudnia a potem pędziłam na darmowe wykłady w ramach Targów Książki w Krakowie. Wróciłam naładowana po brzegi wiedzą, która była jednocześnie darmowa i bezcenna.

Wiedza za lajka

Jakub Prószyński, Natalia Hatalska, Paweł Tkaczyk, Monika Czaplicka, Art Kurasiński, Maciej Budzich… – ci od których można i warto chłonąć wiedzę dzielą się nią między innymi na Facebooku czy Twitterze. Obserwuj ich lub polubich fanpage’a – to dołoży trochę ciekawych informacji do Twojego newsfeedu. Przy okazji można dowiedzieć się błyskawicznie o planowanych szkoleniach, czasem (jak ostatnio u Kryzysowej Narzeczonej) wygrać książkę itp. Nic to nie kosztuje a zamiast tysięcy zdjęć kotów masz fejsa wypełnionego wiedzą. Koty lepiej mieć prawdziwe :)

Z dostawą do skrzynki

Portale branżowe – źródło wiedzy i to podawanej regularnie, jeszcze ciepłej, świeżutkiej i chrupiącej. Mniam. Tylko kto miałby głowę, żeby zaglądać tam codziennie i łowić newsy. Dlatego lepiej zapisywać się na newslettery. Ja na przykład lubię widzieć rano w skrzynce mailing z Marketing-News.pl. W nagłówku widnieje hasło Marketing do kawy i tak właśnie można to traktować. Jako kwadrans z kawą i branżowymi newsami. Przynajmniej część z nich zostaje w głowie i buduje w niej bazę trendów i ciekawych case’ów Takich portali jest masa. Ja regularnie czytuję około 10 branżowych stron (czyli mikroskopijny odsetek). Newsletterów m dostaję jeszcze mniej. Inaczej kasowałabym je bez czytania. Bo jest tego aż za dużo. Ale i tak lubię ten model zdobywania wiedzy.

Czytanie jest tanie

A nawet darmowe. Takie właśnie są blogi – nieoceniona skarbnica wiedzy (którą oczywiście najlepiej weryfikować opierając się o inne źródła). Przykład mamy chociażby tu – Zombie Samurai aka Paweł Opydo dzieli się wiedzą o kodowaniu. Poradami typowo branżowymi sypie też chociażby Jacek Kłosiński. Z kolei do Wittaminy warto wpadać, żeby odświeżyć podstawy, na przykład takie (link nieprzypadkowy, nie znoszę przecinków, stworzono je, by mnie pognębić).

Druga rzecz to książki. Część z nich to po prostu rozwinięcie informacji, które znajdziecie w sieci, ale są tez takie, które po prostu warto mieć na półce, żeby do nich wracać wielokrotnie. Ja teraz wertuję Cząstki Przyciągania Natalii Hatalskiej od początku, od końca i od środka – aż zapamiętam całość. Wcześniej wałkowałam E-marketing, publikację PWNu (na tyle dobrą, że złapałam się na dodruk). Koszt obu łącznie to około 150 złotych. Za tyle dostaję kilkanaście godzin lektury. Ciekawe ile kosztowałoby mnie kilkunastogodzinne szkolenie?

Znajomi

Obracasz się wokół ludzi z twojej branży. Czasem nawet nie wiesz ile wiedzą. Zamiast rozmawiać o de Maryni, lepiej wymieniajcie się wiedzą. Jeśli wychwyciłeś/aś jakąś nowinkę nie zatrzymuj jej dla siebie, podziel się z kolegami z pracy. Może kiedyś zapomnisz o danym rozwiązaniu a koleżanka/kolega wyjmie je na brainstormie jak asa z rękawa. I wasz wspólny projekt będzie perełką. Rozmawiajcie też o swoich branżowych inspiracjach, idolach, ulubionych technikach. To masa darmowej wiedzy przekazywana dosłownie z ust do ust.

Dzielenie się zdobytą wiedzą – nie tylko ze znajomymi – to w moim osobistym przekonaniu także fajny gest w stronę ludzi, którzy podzielili się wiedzą z tobą. W ten sposób „spłacasz dług”, który zaciągasz korzystając z tej darmowej nauki. Bo tak naprawdę nie ma nic za darmo ;)

Źródło obrazka w slajderze: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Debconf5_lecture.jpg?uselang=pl