Kłamstwa, fejki, ściemy

Blogerka Maffashion zorganizowała kampanię dla Orange. Kto z branży marketingowej i okolicznych, ten kojarzy na pewno. Kto nie – może kojarzyć przez osmozę. Ale i tak przypomnę: TU JEST OPIS AKCJI. Cała siurpryza polegała na tym, że początkowo nie było wiadomo, że to kampania. Blogerka poinformowała swoich czytelników, że padła ofiarą kradzieży telefonu. Przykre, ale zdarza się, „kto nie dotknął ziemi ni razu, ten nigdy nie może być w niebie”. Zwykle jednak, nawet jeśli kogoś nie znamy, współczujemy mu w takich sytuacjach i to jest całkowicie naturalny i pożyteczny odruch. Jesteśmy istotami stadnymi i bez empatii sobie nie poradzimy. A przynajmniej tak sądziłam do niedawna.

Wyjątkowo smutne przedstawienie Pinokia. I słusznie, że smutne. Mali chłopcy nie powinni kłamać. Drewnianość to żadno usprawiedliwienie.

Wyjątkowo smutne przedstawienie Pinokia. I słusznie, że smutne. Mali chłopcy nie powinni kłamać. Drewnianość to żadne usprawiedliwienie.

Teraz wiem, że od zaufania i współczucia, ważniejszy jest przekaz kampanii, którego najwyraźniej nie zrozumiałam. A przekaz był taki, że Maff wcale nie straciła telefonu, a całość była reklamą bezpiecznego przechowywania danych w chmurze, sponsorowaną przez Orange. Jak byłam mała myślałam, że jeśli ktoś oznajmia światu „okradziono mnie” a go nie okradziono, to jest to kłamstwo. Ale najwyraźniej nie. Jest to, moi mili, niestandardowe działanie, a nie tam plebejskie kłamstwo.

Gdzieś na fejsbuniu mi mignęło, że nie można oceniać akcji Maff bez znajomości briefu. Tyle, że ja nie oceniam efektów, a jedynie mechanizm. Jeśli mi ktoś przyłoży w gębę lewym sierpowym, to mam gdzieś jego brief. A kłamstwo działa na mnie, od jakiegoś czasu, właśnie jak strzał w papę.

Nie byłam czytelniczką bloga Maff ani nie znam jej statystyk. Trudno mi też powiedzieć, jak sytuacja wpłynie na jej fanów. Nie o tym zresztą chciałam dziś pisać. Jak dla mnie pozamiatał tu Paweł Tkaczyk. Odezwał się też  Foch nazywając Tkaczyka „jednym z marketingowców” (co dla branżusi jest na serio bardzo zabawne. To jakby cytować wypowiedź, no nie wiem, Clooneya i napisać „powiedział to jeden taki aktor, och nie podam nazwiska, bo i tak nie znacie”) a przy okazji obrażając Polaków (akcja OK, ale Polaczki cebulaczki nie dorosły, przez co – jak domyślacie się być może po ostatnim moim wpisie – miota mną jak szatan).

Czy to jakiś ewenement?

No właśnie nie. Maffashion nie była pierwsza i zapewne nie ostatnia. Niedługo przed nią pojawiła się reklama kremu na bazie tygrysiego tłuszczu – potem okazało się, że to kampania społeczna dla ratowania tygrysów. WIĘCEJ TUTAJ  Sporo osób udostępniało w social mediach i krytykowało robienie kosmetyku z ekstremalnie zagrożonego gatunku. Potem na tych samych portalach zostali zwyzywani od idiotów i naiwniaków, co „dali się nabrać”, bo to był fejk, lub – jak ujęło WWF, „prowokacja”.

No cóż, jeśli już robimy coś z przymrużeniem oka, to jak dla mnie raczej TAK JAK TU Czyli nie ewidentne kłamstwo, ale pastisz. Różnica jest. I to spora. Nie ma tu podstawy do tego, by później wyszydzać tych, którzy dali się nabrać, bo diabełek wyskakuje z pudełka dość szybko. A przede wszystkim nie igra się z niczyim współczuciem.I to jest najważniejsze. Jest pozytywnie.

Bez obaw. Normalnie za kłamstwa nie wożą na paradach. Nos też nie rośnie. Może szkoda.

Bez obaw. Normalnie za kłamstwa nie wożą na paradach. Nos też nie rośnie. Może szkoda.

Kłamstwo jest fajne bo budzi emocje, co nie?

No budzi, tylko co z tego. Przywołany wyżej strzał w gębę też budzi. Poza tym – i tu dochodzę właściwie do sedna wywodu – zauważcie, że prawie nigdy nie nazywa się kłamstwa kłamstwem.

Politycy lubią „mijać się z prawdą” ( przy czym oni sugerują, że w zasadzie otarli się o siebie w przejściu), lub są „opacznie rozumieni”. (Piszę to akurat w dniu wyborów samorządowych, czyli tuż przed zalewam informacji, jak tośmy się „źle zrozumieli”, bo przecież nie ma mowy o kłamstwach w programach wyborczych).

W internetach z kolei mamy fejk (jak coś, to od angielskiego fake – fałszywy albo podróbka). Fejki są śmieszne i niegroźne. Nie to co kłamstwa. Sama Maff nazwała swoją akcję ściemą (tak przynajmniej zacytowano ją w mediarun). Też ładnie.

Eksperci mają „celowe zabiegi”, „być może lekką dezinformację”, „niestandardowe przeniesienie akcentów”, „nieznaczne wprowadzenie w błąd” itepe itede.

Dlaczego mi się to skojarzyło ze słupem pełnym przedwyborczych plakatów?

Dlaczego mi się to skojarzyło ze słupem pełnym przedwyborczych plakatów?

Czy tak ciężko wziąć to na klatę?

Nazwać kłamstwo kłamstwem? Sama wiele razy kłamałam. Arlena kiedyś pisała, że to nic dziwnego i się z nią zgadzam. Kłamałam w dobrych celach, dla wygody a czasem, bo byłam po prostu świnią. To ostatnie jednak najrzadziej i do dziś wspominam z odruchem wymiotnym. Na tyle dużym, że postanowiłam – w granicach rozsądku – wyeliminować kłamstwo z codziennego życia. Bo jeśli nawet po kilku latach nie mogę dojść do siebie po okłamaniu kogoś, i to także w przypadku, gdy krzywda jest naprawiona, to znaczy, że jest to rzecz, z którą trzeba skończyć.

Nie chodzi o takie niewinne codzienne, uprzejme kłamstewka typu „mnie również miło było poznać” gdy w zasadzie ni cię to grzeje, ni ziębi. Ale np. nie powiedziałabym, że ktoś zajumał mi telefon, jeśli tego nie zrobił.

I tak, jakoś sobie z tym radzę pracując w reklamie. Bo, według mnie, prawdziwą łamigłówką dla kreatywnych jest zrobienie reklamy, która mówi prawdę. Nie bazuje na nadużyciu zaufania. I w obliczu wariografu jakim jest podejrzliwy i dociekliwy zbiór internautów, prawda wydaje mi się przyszłością reklamy. Bo jeśli okłamiesz i ludzie to odkryją (a odkryją) to straty przewyższą zyski. I konsumenci/czytelnicy/wyborcy nie podsumują cię w grzecznych słowach jak AdBuster, tylko pojadą po obie jak TIRy po A2.

W życiu busolą może być nie zysk czy jakieś wymierne wskaźniki ale chyba tylko sumienie (chyba, bo nie wtrącam się przesadnie w cudze systemy nawigacji). A żeby ono lepiej funkcjonowało trzeba skończyć z nazywaniem szamba perfumerią. Coś jak przy wychodzeniu z nałogów: stwierdzenie, że się ma problem to ogromny krok naprzód. Tylko trzeba szczerze przyznać: kłamstwo to kłamstwo. Nie fejk, minięcie się z prawdą, lekka ściema, nagięcie faktów, ojtam-ojtam, a już na pewno nie „niestandardowe działanie reklamowe”. Kłamstwo, zdrada, oszustwo to rzeczy lepkie i wstrętne. Brudzą wszystkich: i kłamiącego, i okłamanych. Lepiej dać sobie spokój. Mi się (póki co) udaje.

ps. Jeszcze taki branżowy wtręt. Nie byłoby problemu z Maff, gdyby musiała oznaczyć reklamę, tak jak jest to praktykowane w innych mediach. Może czas na nowe regulacje? Albo zniesienie starych? Bo w tej chwili mamy nierówność: jeśli prasa i blogerka biorą określone kwoty za kampanię, ta pierwsza musi ją oznaczyć i nie może mieszać treści redakcyjnych z reklamowymi a w drugim przypadku hulaj dusza. Sprawa jest jednak o tyle skomplikowana, że blogerzy często coś polecają, jak to ludzie ludziom. Jeśli powiem kumpeli, że szampon XY jest świetny a nie wzięłam grosza za reklamę, to jest OK. Podobnie czyste sumienie miałabym pisząc to tutaj. Jednak wystarczy, że wzięłabym chociaż grosz czy to w walucie czy we wziątkach i rozmowa jest inna. Tylko jak to sprawdzić? Jak wyregulować? Na te pytania nie znam – póki co – odpowiedzi.

 

Źródło obrazków: Wikimedia Commons

Pinokio pierwszy

Pinokio drugi

Wiszący Pinokiowie

  • Monika Dąbrowska

    Bardzo dobry tekst. Faktycznie jest jakaś trudność w nazywaniu kłamstwa kłamstwem.

    Problem jest jeszcze większy, kiedy kłamstwo wychodzi na jaw i mamy po drugiej stronie osobę, która czuje się oszukana, ale w odpowiedzi słyszy, że przecież to była tylko wkręta… i jeżeli akceptuje taką odpowiedź, to sprawia, że koło się zamyka i powielanie tego schematu toczy się dalej.

    Dzięki za temat do przemyślenia.
    Pozdrawiam :)

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Dzięki! Zgadza się, że czasem ofiara kłamstwa sama dokłada do tego piecyka. Niestety. Myślę, że jest w tym i trochę wstydu – lepiej się śmiać i udawać, że OK, niż przyznać, że daliśmy się oszukać – przynajmniej ja tak miewam :/

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Dzięki za miłe słowa :)

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      W pełni zasłużone. :)

  • miętowy wilk

    Świetnie mi się czytało Twój post :). I masz całkowitą rację co do tej sprawy, kłamstwo jest kłamstwem; nic tego nie zmieni. A bloggerki to środowisko, które przeraża mnie swoimi praktykami. Sama interesuję się modą, jednak to co dzieje się na stronach szafiarek woła o pomstę do nieba.

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Myślę, że to przejściowe. Blogosfera to jeszcze trochę Dziki Zachód. Ale zawsze Zachód :D