Musizm nasz powszechny

Scenka pierwsza

Powinna pani się zdecydować na złote nici, bo to się zaraz posypie. Młodsze od pani już przychodzą na ten zabieg. Teraz to już naprawdę ostatni dzwonek. Bo to za moment się zrobi nie do uratowania – przekonywała mnie kosmetyczka jednocześnie wykonując relaksujący masaż czym wywoływała mało przyjemny dysonans. Czyli jak – relaksuj się i memento mori. To „nie do uratowania”, które „zaraz się posypie” to rzecz jasna moja twarz, którą bohaterska kosmetyczka chciała za wszelką cenę obronić przed starością. Miałam wtedy 26 lat. Od tego czasu upłynęło trochę (ale bez przesady) wody w Wiśle i póki co starowinka się nie rozpadła. Uff.

Scenka druga

Biegam głównie po lesie. Raz, że dobrze to działa na stawy. Dwa, że nie ma tam zbyt wielu ludzi, a ja po prostu czasem lubię być sama. Chociaż ostatnio tej „samości” mam do wyrzygu, ale to temat na osobną notkę, podobnie jak bieganie w terenie. Odcinek między domem a lasem przebiegam jednak popularną w mojej okolicy ścieżką biegową. I nie raz, nie dwa widziałam już obrazek biegnącej pary, z której ½ jest niesamowicie zadowolona (jak przy bieganiu być powinno) a druga człapie z miną „zabijcie mnie… teraz”. Uff.

Scenka trzecia

Spotykam przyjaciółkę, taką z którą znamy się od przedszkola, albo i wcześniej – nie wiem, po prostu była od zawsze. Teraz jednak po raz pierwszy widzę ją lekko przygaszoną i wypraną z wiary we własne możliwości. A uwierzcie mi, są to możliwości gigantyczne. O co chodzi? Otóż przyznała mi się do poczucia, że jest Niewystarczająco Dobrą Matką. Bo jej dzieci nie mają zagospodarowanego idealnie całego tygodnia, miewają fochy, brudzą się, trudzą się i nie chodzą na chiński, na który jak wiadomo chodzić powinny. Uff.

Co łączy te wszystkie scenki? Albo nie – poczekajcie. Odpowiedzi udzielicie sami bez problemu, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, ale najpierw cyferki. Poguglałam nieco i oto moje, może nieco naiwne, ale jednak staty dla poszczególnych słów:

„musisz” około 26 200 000 wyników.

„możesz” około 19 600 000

„chcesz” około 10 500 000

I to by się zgadzało. Bo w moim przekonaniu cierpimy na powszechny musizm. Wylewa się z nagłówków, wybrzmiewa w audycjach, przetacza się jak walec przez rozmowy, zostawiając ludzi z poczuciem, ze ciągle są w jakimś niedoczasie.

Powinieneś, dobrze żebyś, masz to zrobić, w tej chwili proszę to zrobić – czasownik musieć lubi się ukrywać, ale najczęściej oznacza to samo. Kij a nie marchewkę. Na litość, nawet „chcieć” jest dziś przerabiane na „musisz chcieć”.

To nie jest tekst kierowany do ofiar musizmu. Do tych, które jak moja koleżanka martwią się, że są złymi matkami, do dziewczyn, które wpadają w zaburzenia odżywiania, bo „musisz być fit”, do facetów, którzy dołują się bo nigdy nie będą dość męscy. Im nie jestem w stanie doradzić. Bo to zdrowy rozsądek powinien podpowiadać: nie przejmuj się. A on jest tak bombardowany tym „musisz, powinieneś, warto abyś”, że wariuje jak błędnik na karuzeli.

Piszę to z myślą o tych, którzy, czasem nieświadomie składają ofiarę bożkowi musizmu. Dlatego jeśli jesteś człowiekiem słowa – copywriterem, dziennikarzem, blogerem, nawet komentatorem pod artykułem, prelegentem czy rozmówcą, którego ktoś obdarzył zaufaniem to błagam, nie szerz tego cholernego musizmu.

Slavebeating

Biczowanie niewolnika. Trochę podobnie czuję się czasem przeglądając poradnikową prasę kobiecą. Jestem tak przesmagana po plecach tym musisz (użyć kremu, mieć tę torebkę, iść na pedicure, zrobić koczek, poznać te nowe twarze, być na tym evencie…)

Sprawdzałam ostatnio, da się tego unikać. I warto, bo ludzie muszą od rana. W radio usłyszą że muszą, w metrze spotkany znajomy podkreśli, że powinni, w pracy koleżanka zasugeruje, że dobrze by było gdyby, cytowany w prasie ekspert doda do „musisz” słowo „natychmiast”. I po dniu. Nic dziwnego, że wszyscy chodzą wściekli.

Zanim powiesz znajomej matce co musi, żeby jej dziecko było zdrowe, piękne, mądre… zastanów się czy wiesz o tym dziecku wszystko – czy sugerując chiński we czwartki orientujesz się, że to ostatni wolny dzień w harmonogramie tej małej ale już bardziej zajętej niż ty osóbki? Zanim każesz komuś pobiec nawet i kilometr, zastanów się czy nie szantażujesz go emocjonalnie: „bo co to za przyjaźń/związek jeśli nie biegasz ze mną” (nie wiem jak w ogóle można zmuszać kogokolwiek do biegania a biegam już dobrych parę lat, poważnie, nie wiem). I wreszcie, zanim zalecisz komuś te durne złote nici na facjatę sama się nimi obszyj. Ja nie muszę. Jak się posypię to przynajmniej z wdziękiem.

Oczywiście nie napiszę tu, „niczego nie muszę” – każdy ma obowiązki. Nie napiszę też „nikt nie powinien nikogo zmuszać” bo po to korzystam z pomocy ekspertów – lekarza czy trenera, żeby czasem wbijali mi do głowy, że coś trzeba. Sami jednak dobrze wiecie, że musizm nie dotyczy żadnego z tych przypadków. I że jest męczący. A większość z nas i bez niego już jest cholernie zmęczona.

Co innego chcenie. Ono dodaje energii.

No dobra, ale jak, w takim razie, przekonać kogoś, żeby czegoś chciał (zwłaszcza, jeśli na 100% wiemy, ze zakocha się w tym, jeśli tylko spróbuje)? Moim zdaniem najlepszym sposobem jest przykład. Dlatego nie namawiając nikogo do biegania, namówiłam już kilka osób. Wystarczy chociażby spojrzeć jak japa mi się cieszy nawet jeśli podczas treningu najpierw zlał mnie deszcz a potem grad a na końcu z pluskiem wykopyrtnęłam się w błocie, żeby pomyśleć a) idiotka b) coś w tym jest. Tych kilka osób pomyślało b), sprawdziło i bum. Coś zaskoczyło.

Nie byłabym sloganopisem, gdybym nie dodała, że w reklamie coś takiego nazywa się testimonial. I jest bardzo przyjemną formułą, z której lubię korzystać. Amen.

Ps. Ostatnio przeczytałam, że czytanie beletrystyki czy oglądanie filmów to strata czasu, bo normalny człowiek MUSI wykorzystywać każdą minutę na rozwój, edukację, lub pracę z naciskiem na to ostatnie. Z dziką radością ogłaszam, że zamierzam dziś cały wieczór oglądać Z archiwum X. Parafrazując klasyka – nie muszem, ale chcem.

 

Na fotce egipski fresk grobowy z 15 w. p.n.e. Autor zdjęcia nieznany.

Źródło: http://commons.wikimedia.org/

  • http://www.teztakmysle.pl Mariusz Głuch

    Bo jak coś musimy to sprawia nam to ból, a jak coś chcemy to po prostu to robimy. Bo możemy.