MYszość

Jeśli ktoś obraża cię personalnie, jest zwykłym chamem. Jeśli obraża wszystkich, jest ekspertem.

rybaa_smierc

Wyobraź sobie, ze ktoś podchodzi do Ciebie na ulicy i zaczyna wyliczać: „wsiadasz po pijaku za kółko, tylko udajesz, że kochasz swoich bliskich, każdej zimy tyjesz, nie poświęcasz dziecku czasu…” I tak dalej.  Idealny kandydat do tego, żeby zarobić w czajnik.

Chociaż ja, jak to ja, zaczęłabym się usprawiedliwiać: po pijaku nie jechałam nigdy, bliskich mam niewielu a miłości całkiem sporo, zimą chudnę szybciej niż latem a potomstwa się nie dorobiłam. Mimo to, wszystkie zarzuty faktycznie mi postawiono. I nie tylko mi. Tobie też. W sprytny sposób, bo zamiast liczby pojedynczej użyto liczby mnogiej. „Coraz częściej wsiadamy za kółko po pijaku, udajemy, że kochamy bliskich, każdej zimy tyjemy, nie poświęcamy dzieciom czasu”. Te same zarzuty ale nagle, jak to bywa z mieniem publicznym, stają się „wszystkich, czyli niczyje”.

Równość, braterstwo

Zacytuję tekst przeczytany na chwilę przed minionymi świętami: „W tym roku nie daję żadnych prezentów. Nie jestem skąpcem. Ale nie lubię wydawać pieniędzy, których nie mam” – pisze w „The Guardian” Paris Lees. Dlaczego ludzie wydają majątek na świąteczne prezenty? „W gruncie rzeczy płacimy nie za upominki, płacimy za alibi. Za nieumiejętność kochania” – mówi w rozmowie z Tokfm.pl Jacek Santorski, psycholog biznesu. Reszta na http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,15131584,Santorski__To_nie_za_upominki_na_swieta_duzo_placimy_.html

Między jedną wypowiedzią a drugą, zieje przepaść nie do pokonania. O ile Paris Lees, dziennikarka The Guardian, pisze w pierwszej osobie, o tyle już Jacek Santorski jedzie radośnie po nas wszystkich. Płacimy za (…) nieumiejętność kochania. Kto? W domyśle – pan, pani, społeczeństwo płaci.

Ale ja nie jadłam tej ryby

Jest taka scena w Sensie życia wg Monty Pythona, kiedy śmierć przychodzi po wszystkich uczestników niewielkiej imprezki. Okazało się, że ryba była nieświeża i bum, wszyscy nie żyją. Ich dusze podążają z rezygnacją za śmiercią. Idzie nawet jedna z kobiet, która w pewnym momencie próbuje oponować „Ale ja nie jadłam tej ryby”. http://www.youtube.com/watch?v=yR5Z4n1TdSI

Ja również nie jadłam ryby, którą próbuje serwować mi pan Santorski i wsłuchany w jego słowa dziennikarz. Nie potrzebuję alibi bo kocham swoich bliskich, a tę miłość co jakiś czas pokazuję między innymi ofiarowując im jakieś upominki, jak czynili to moi przodkowie, jeszcze zanim zeszli z drzew.

Nie było by w ogóle sprawy, gdyby nie fakt, że taka MYszość jest niezwykle częsta w artykułach prasowych. Czasem ma formę wezwania „zastanówMY się”, „pomyślMY” i wtedy jest OK. Innym razem łagodzone jest to przez jakieś słowo ograniczające to szaleństwo wielkich kwantyfikatorów np. „Czasem myśliMY, że/Bywa, że robiMY tak a tak). Gorzej, kiedy autor, czy ekspert oskarża, ekstrapolując swoje doświadczenia na wszystkich Polaków, ba, całą ludzkość.

Liczby, głupcze

Tymczasem chyba każdy wie, że „ja tak robię” a nawet „ja i wszyscy moi znajomi, szwagier i ludzie na fejsie tak robimy”  to nie podstawa do tego, by wypowiadać się w imieniu tłumów. Żeby powiedzieć MY, lepiej mieć solidne dowody, że faktycznie mówi się w imieniu całej populacji, albo uprzednio określonej grupy np. MY Polacy, MY uczniowie. Jest to prawda, którą przyswajają twórcy reklam (a jeśli nie przyswoją, to będzie bolało). Prawda, dla której koncerny wydają ciężkie pieniądze na badania. I o której pamiętają co lepsze media.

Mogło by się okazać, że

  • 30% z tych wspomnianych przez Santorskiego NAS nie kupuje prezentów na święta,
  • 15% zrobiło zakupy już w okolicach września (zaliczam się do nich),
  • 20% faktycznie wchodzi w tryb berserka przed samymi świętami,
  • reszta zrzuca ciężar zakupów na innego członka rodziny („weź no stara, kup coś dzieciakom i sobie też, żebyś nie narzekała”).

Istnieje taka możliwość. A może się mylimy i innej możliwości nie ma? :D