O lesie

IMG_6081

To był upalny dzień, zupełnie inny od tych, które widzicie na zdjęciach. Około 30 stopni w cieniu i lepkie, gęste powietrze. Biegło się fatalnie. Przede mną na szczęście była już tylko ostatnia prosta. Długa leśna ścieżka prowadząca prosto do domu, prysznica i zimnej lemoniady.

Koniec długiego treningu to często czas, kiedy umysł już całkowicie odpuszcza i wpadasz w rodzaj transu. Dlatego nic dziwnego, że prawie wpadłam na tę dziewczynę, która wyjechała z równoległej. Musiała rowerem wracać z naszego leśnego kąpieliska bo miała jeszcze mokre włosy. Długie i piękne mokre włosy. Do tego wdzięczną, jasną, dziewczęcą sukienkę i rower, którego miejsce było raczej na placu Hipstera w Wawie niż w tym upiornie gorącym lesie. Przystanęła, zdziwiona, bo oto ukazałam jej się ja…

Nieboska sraka. Wzrok dziki, suknia plugawa, chociaż nie, jaka suknia? Byłam półnaga, zapylona (przy czym pot w tej warstwie pyłu nakreślił wzory przedziwne), czerwona na twarzy i być może nawet groźnie posapująca.

W tym zderzeniu kobiecej delikatności i spoconego Jożina z Bażin było coś wręcz absurdalnego. Jakby dwie tak różne istoty nigdy nie mogły spotkać się w tym samym uniwersum. Ale właśnie w chwili, gdy pojechała w swoją drogę, jasna, delikatna i wdzięczna, poczułam, że nigdy przedtem nie byłam bardziej sobą. W tak skrajnym kontraście uświadomiłam sobie, że tu, w biegu, który wydaje mi się ruchem nawet bardziej naturalnym niż chodzenie (kto grał w Tomb Raidera wie, że to nie takie głupie), w środku lasu, z piaskowym pyłem na ciele, z otarciami po gałęziach i szpilkami we włosach, jestem po prostu kompletna.

IMG_6176

Bieganie w lesie przypomina mi coś metafizycznego. Zresztą nie na bieganie kładę tu największy nacisk, ale bardziej na las. Obcując z przyrodą, czuję jakbym zaglądała pod plandekę, którą nas wszystkich przykryto. Żyjemy coraz częściej w miastach, wycinając ostatnie drzewa pod poszerzanie ulic. Spędzamy dzień na siedząco, w postawie, która wywołuje fejspalm Matki Natury. W sztucznym świetle, przy sztucznych zadaniach. A jednak tak jest bezpieczniej i tak da się żyć. Tyle, że jeśli chociaż raz zobaczysz, że to tylko plandeka, już zawsze będziesz podglądać, co jest po tej prawdziwej stronie. I nigdy nie odetchniesz pełną piersią w klimatyzowanym biurowcu.

To w lesie nagle układają się w mojej głowie wszystkie rozsypane kawałki pozostawione „do przemyślenia”. Tu powstają najlepsze pomysły (przykro mi, żaden biurowiec nie będzie tak inspirujący jak choćby lichy lasek, a widziałam już i ołpenspejsy, w których postawiono kilka drzew). Tu relaksuję się szybciej niż w najlepszych SPA. I, zgodnie z tym o czym już pisałam, doładowuję swoje akumulatory pięknem.

IMG_6113

Ostatnio postanowiłam „się za siebie wziąć”. Od listopada konkretnie. Była wizyta u dietetyczki, był powrót do regularnych odwiedzin siłowni, była miła pani, która posadziła mnie „w foteliku”, żeby „ufarbować rzęski” i „nawilżyć buźkę” (czym obudziła we mnie demona, który nie znosi zdrobnień). Szło dobrze, ale wolno. Aż przyszedł czas na dwunastodniowy urlop. W lesie znikałam codziennie, nawet w dni, kiedy rzęsy zamarzały utrudniając patrzenie na świat. Kiedy już nie miałam sił biec, chodziłam. Trzy, cztery, pięć godzin. I z każdą chwilą czułam się coraz lepiej, jakbym zrzucała jakiś pancerz. Na siedem pożegnanych ostatnio kilogramów połowa „poszła” właśnie w ciągu tych dni. Komplementów zebrałam ostatnio znacznie więcej niż przez resztę minionego (i dość paskudnego dla mnie) roku. Napisałam i narysowałam więcej niż normalnie przez miesiąc (i to nic, że część z tych dzieł nadawała się do palenia nimi w kominku). Oczywiście, dużą rolę spełnili w tej błyskawicznej przemianie Pewni Właściwi Ludzie, którzy są dla mnie wsparciem, jakiego każdemu życzę. Ale z Pewnymi Właściwymi Ludźmi miałam kontakt także wcześniej, a lasu w takiej dawce nie stosowałam od dawna.

IMG_6080

Co tam jest takiego, że aż tak mnie zmienia? Właśnie poczucie totalnej wolności i świadomości, że TO właśnie jest w jakiś sposób bardziej prawdziwe, niż świat, który sobie sztucznie (choć wygodnie) ucywilizowaliśmy. I przyznam, że ta wolność uzależnia. Kiedyś czytałam o kimś, kto nawet paląc napawał się poczuciem, że zaraz sięgnie po kolejnego papierosa. Ja, w lesie, już nie mogę doczekać się powrotu do lasu. A zderzenie z miastem jest dla mnie wyjątkowo brutalne. Choć przyzwyczajam się szybko. Tak zostałam wychowana. Jak zresztą my wszyscy. Nie mnie oceniać, czy dobrze.

IMG_6021

Nie mówię Wam teraz – chcecie zobaczyć wolność, zajrzeć pod plandekę, to idźcie do lasu. Powody są dwa – po pierwsze im mniej w lesie ludzi, tym lepiej mi się biega ;), po drugie – każdy odnajduje się gdzie indziej. Ostatnio czytałam fantastyczny artykuł Wojciecha Orlińskiego, o jeździe samochodem. I o wolności. O tej drugiej nawet bardziej. I mimo, że jeżdżę akurat dość mało, to w pełni rozumiem autora. I każdego, kto rusza w poczuciu, że droga to nie tylko dotarcie z punktu A do B optymalną trasą. Rozumiem też tych, którzy uciekają w podróże. Gubią się z plecakiem w Barcelonie, albo idą z psem przez Azję. Wszyscy w gruncie rzeczy robimy to samo. Zaglądamy tęsknie pod plandekę, trochę jak na moim ukochanym obrazku z dzieciństwa

Krótko mówiąc: nie ważne gdzie się odnajdujemy, ważne że w ogóle. Ważne, żeby znaleźć swoją wolność. Bo bez niej wszystko robi się strasznie puste.

Zaglądajcie pod plandekę ;)

ps. Tak, wiem, nie mam obecnie sylwetki biegaczki. Ale pod rocznym zaniedbaniem nadal jest maratonka. I powoli wraca. Więc hejty mam w… lesie.

 

Foty: Bogumił Horodecki. Udostępniasz? Daj znać.

  • http://www.lekturaobowiazkowa.pl/ Marcin Tomaszewski

    Nieboska sraka <3

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      To jedno z moich rodzinnych powiedzonek. Też lubię :)

  • Monika Dąbrowska

    Ja ostatnio odnajduję się podczas długich spacerów. Chętnie pospacerowalabym umiarkowanie szybkim tempem (bo do biegania mi daleko, ale nie lubię się wlec) po takim lesie. Powietrze i piękno natury… rozmarzyłam się ;)

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Na szczęście jeśli jesteś z Warszawy, to masz spory wybór. W ogóle jako Polacy, mamy dużo szczęścia – nasz kraj jest fantastycznie zalesiony.