Polacy są cacy

Kochacie kogoś? Ale tak serio, serio? To doskonale wiecie, że można kochać razem z wadami. Można nawet te wady traktować, jako jeszcze jedną rzecz do kochania. Wygląd? Zakochany powie: „Jaki ona ma śliczny ten swój perkaty nosek, i te piegi, ach!”, nawet jeśli ona sama i reszta świata myślą: „Trochę świński ten kinol i jeszcze te piegi, fuj.” Charakter? Ukochana jest choleryczką – jej chłopak zobaczy tylko „małą nerwuskę”. I te de, i te pe.
Tylko wyobraźmy sobie, że ten sam koleś wieczorem zasiada do komputera i pisze o swojej ukochanej: „śmierdzi cebulą na kilometr”, „jest totalnie nikim, czego się nie dotknie to spier…”, „gardzę nią, i gdziekolwiek ją zobaczę, najchętniej napluł bym jej w twarz”, „to takie typowe dla niej, cebulary”. Niemożliwe, co za buc? Och, małe przeoczenie. Zakochany napisał przecież Polacy. Zapomniał tylko, że jego ukochana też jest Polką. Jego mama („najkochańsza z mam”), tata („mój idol – na zawsze”), siostra („dałbym się zabić za tę gówniarę”) nagle tak samo stają się śmierdzącymi cebulakami, imbecylami, brudasami i w ogóle. Nie wymyśliłam tego. Przeczytałam tego typu teksty na forach, w komentarzach na fanpage’ach. Nie pisali tego tajemniczy rosyjscy szpiedzy ale inni Polacy. I dlatego to smutne.
Już nawet nie bronimy się przed takimi komentarzami. Gdyby pod ten wylew jadu podstawić jakąś mniejszość, podniosłoby się larum. Rasę? Granda na cały świat. Wyznanie? Hańba. Ale Polacy, spoko. Po nich można sobie jeździć. Mogą to robić inne narody i oni sami.
Tak się składa, że większość moich znajomych i cała rodzina to Polacy. Nie wiem czy to powód do dumy (bo niby czemu? To miejsce urodzenia – przypadek, a nie jakaś zasługa), na pewno nie punkt wyjścia do opowieści o honorze czy haczyk zawieszania na tym jakiejś ideologii. Ale z drugiej strony – do cholery – nie życzę sobie, by ich obrażano.
Gdzieś słyszałam o zasadzie dobrych szefów:

chwali się publicznie a opier… w zaciszu gabinetu.

Coś w tym jest. Dlatego właśnie postanowiłam, że ten wpis – dla kontrastu – będzie o tym za co można Polaków kochać. Co nie znaczy, że sama kocham moich rodaków za wszystko. O nie!

Jest mi o tyle ciężko, że nie znoszę uogólnień niepopartych badaniami. To dlatego do tego wpisu skradałam się tak długo. Ale odpowiadam na zarzuty, które utrzymane są w tej samej poetyce, więc niech będzie.
Poza tym – z tego co wiem – pochwały inspirują i motywują lepiej niż wieczne przyganianie. Jeśli nie będzie to zatem rzeczowa analiza (a nie będzie, bo brak mi cyferek), zawsze można potraktować to jako remedium na niesmak po przeczytaniu tekstów o tym, jacy jesteśmy nietolerancyjni, leniwi itepe. Żeby poczuć się lepiej, bo właśnie po to jest ten blog.

Dworek. To stąd pochodzą hejterzy. Bo reszta Polaków to przecież wyłącznie chłopstwo.

Dworek. To stąd pochodzą hejterzy. Bo reszta Polaków to przecież wyłącznie chłopstwo.

Notowałam sobie w pamięci najrozmaitsze zarzuty i proszę bardzo, oto…

moja walka z wiatrakami, czyli dlaczego Polacy mimo wszystko są spoko

1. Zarzut: Klaszczemy w samolotach
Odpowiedź: Klaszczemy w samolotach!
Obciach? A nie uważacie, że to po prostu miłe? Nikomu nie dzieje się krzywda, a może jednemu, czy dwóm pilotom jakoś umili zwykły dzień pracy. Że co? Oklaski są przeznaczone tylko dla sztuki? Przepraszam bardzo, ale widziałam już lądowania, które były prawdziwą sztuką i wytwory artystyczne, które przy sztuce nawet nie leżały.
Poza tym, tak jak napiwki nie są przeznaczone tylko dla kelnerów, tak i artyści estradowi czy teatralni nie mają monopolu na oklaski. Niech będzie, że to miły, staroświecki zwyczaj. I bez przesady z tym strasznym obciachem.

2. Zarzut: Jesteśmy konserwatywni
Odpowiedź:Jesteśmy stabilni
Ziemniaki są przyczyną wszystkich nieszczęść dietetycznych./Ziemniaki to bomba witaminowa.

Pigułki X pomagają./ A nie, sorry, jednak szkodzą, ups.

Buraczki ponad wszystko./Buraczki to zbieranina najgorszych substancji z matki ziemi – błotne warzywo.

ADHD to plaga/Nie istnieje ADHD.

To  mundrości nie moje, tylko gdzieś wyczytane i zapamiętane (w tej chwili zerknęłam, co nowego na Fejsie a tam, mili Państwo, ktoś podrzucił przełom – CAŁKOWICIE nowe i ZUPEŁNIE INNE NIŻ DOTĄD zasady odżywiania dla maratończyków. Aha.). Oczywiście z samy Hameryki. Czasem wydaje mi się, że ci słynni amerykańscy naukowcy są trochę jak ci słynni polscy fachmeni-złote rączki, którzy każdą naprawę zaczynają słynnym

panie, kto panu to tak spier….

I po prostu każdą swoją pracę zaczynają od obalenia rewelacji swoich poprzedników. Stąd te rozbieżności, bo jak nie stąd to ja już nie wiem :) Tymczasem nasza polska ostrożność jest fajnym buforem. My czekamy jedząc ziemniaki z buraczkami aż nad naszym obiadem przetoczy się huragan „newsów z zachodu”. I ostatecznie okaże się, że jednak nasza dieta może być.

Czy jesteśmy konserwatywni? Na pewno coś w tym jest. Ale może lepiej powiedzieć, że nie łykamy każdej nowości bezkrytycznie i nie ulegamy przesadnie modom. Nie dajemy się zwariować.

Chata na wsi - ponoć naturalne siedlisko Polaka-biedaka-cebulaka

Chata na wsi – ponoć naturalne siedlisko Polaka-biedaka-cebulaka

3. Zarzut: Jesteśmy nieposłuszni
Odpowiedź: Jesteśmy kreatywni

Polak nie szanuje prawa i do każdej władzy nastawiony jest podejrzliwie i na nie. W internecie przeczytałam, że to takie typowo chłopskie (zapewne pisała jakaś przedwojenna magnatka, bo jakżeby inaczej, w internetach tyle szlachty i arystokracji, że ho ho). Moja rodzina niestety nie jest z dworku, więc biorę to na klatę: tak, czasem po chłopsku podejrzewam prawo i prawodawców o najgorsze. Czuję niechęć do długich umów i pism zaczynających się od „zważywszy, że”. Na szczęście do banku nie wchodzę już łypiąc spode łba i mnąc nerwowo czapkę, ale to tylko dlatego, że obcuję z nim przez internet.

Enyłej, coś w tym nieposłuszeństwie jest i ja Wam powiem co. Oczywiście moim skromnym zdaniem. Jest to dokładnie to, co u Drzymały – duch kreatywności. Przypomnijmy: facet nie mógł zgodnie z prawem postawić domu na własnej ziemi, postawił więc coś, co dziś nazwalibyśmy kamperem i regularnie go przesuwał, żeby pokazać mobilność przybytku. Genialne w swojej prostocie.
Swoją drogą chyba zaraził tym pomysłem naszych sąsiadów zza zachodniej granicy, bo jeśli wierzyć relacji mojej przyjaciółki globtroterki, do dziś Niemcy kochają kampery. Nichts zu danken.

Idźmy dalej, bo za ocean:

Pomysły nadchodzą do nas z wszystkich stron. Polscy robotnicy z wszystkich cudzoziemców zdają się być najsprytniejsi w tym względzie. Polak, nie umiejący mówić po angielsku, pokazał, że osadzenie narzędzia w jego maszynie pod innym kątem może podwyższyć trwałość narzędzia, które zużywało się po czterech czy pięciu cięciach. Miał słuszność i mnóstwo pieniędzy oszczędziło się na ostrzeniu.

To napisał Henry Ford. W swoich pamiętnikach wspominał o nas jako o tej narodowości, która nie będzie bezmyślnie wykonywać poleceń tylko dlatego, że tak jej nakazano, ale kreatywnie usprawni pracę. Chyba właśnie na tym przejechała się w latach 90′ część menadżerów z importu, którzy oczekiwali, że „typowy Polak” zrobi dokładnie, co się od niego chce. Nie, moi mili: zrobi, ale tylko jeśli uzna to za słuszne i potrzebne. Inaczej tak pięknie przekształci albo ominie zasady, że tylko patrzeć i podziwiać.

Osobą, która to dostrzegła był niedawno zmarły Wally Ollins, którego nazwisko wypłynęło przy okazji logo dla Polski, z którego zrobiliśmy aferę (dlaczego? Patrz punkt 7.). Otóż początkowo podsumował on Polskę i Polaków sloganem „creative tension”, twórcze napięcie. Po przemiksowaniu tej idei powstała sprężyna i dużo gorsze, według mnie, hasło „spring into new” – skok ku nowemu. Powiem tak: całkiem to zgrabne, w moim przekonaniu. I hasło (to stare) i logo (to nowe). Jesteśmy kreatywni i, kiedy trzeba wybijamy się w górę. Na własnych zasadach.

4. Zarzut: Jesteśmy narwani
Odpowiedź: Jesteśmy waleczni i odważni

FirsttoFightFirst to fight – to hasło znane jest ze znakomitego zresztą plakatu, autorstwa Marka Żuławskiego. I można je traktować bardzo dosłownie. Przecież na plakacie chodzi o rok 39’, kiedy to właśnie my jako pierwsi dostaliśmy łupnia. No upraszczając my. I się zaczęło. O tym, jak potrafią walczyć Polacy poczytajcie sobie chociażby O TUTAJ slajd po slajdzie

Dobra – bohaterstwo to jedno, ale nie czujecie, że my jesteśmy „first to fight” na co dzień. To nasze „dam radę” – w walce z bzdurnymi przepisami, ze złym losem, z jakimkolwiek nieszczęściem. My nie idziemy na łatwiznę. Nie chrzanimy non stop, że „się nie da”. Czasem – OK – trzeba porzucić walkę i np. wybyć do Londka czy Paryżewa. I to też OK. Nie ganię, podziwiam. Bo to także odwaga.

Ale, nadal, zostały tu miliony, które potrafią walczyć o swoje. I nawet skłóceni, jednoczymy się błyskawicznie, kiedy trzeba wyeliminować zagrożenie. Trochę taka współczesna Sparta (tylko mi nie mówcie, jak skończyła Sparta :) )

5. Zarzut: Jesteśmy nieczuli
Odpowiedź: Jesteśmy pomocni
Jak to mówią ostatnio prawie wszyscy: trochę się biega. I czasem się startuje. A w tych startach walczy się o tzw. życiówki, czyli osobiste rekordy. Często wkłada się kilka miesięcy pracy, żeby poprawić wynik o minuty czy sekundy. Każdy krok ma znaczenie a cały bieg jest z góry zaplanowany. Dlaczego o tym piszę? Bo nasi biegający rodacy często rezygnują ze swoich wymarzonych wyników, żeby pomagać innym. Widziałam biegaczy, którzy zawracali bo ktoś za nimi się wykopyrtnął. I takich, którzy wspierali maratończyków na ścianie koło trzydziestego kilometra. Podawali wodę. Pytali czy wszystko OK. I nikt nie robił z tego halo, nie widziałam też, żeby komuś jakaś korona spadła. Nie wiem, czy to po prostu ludzkie, czy typowo polskie i nie obchodzi mnie to. Ale zawsze jak słyszę, że Polacy to nie pomogą, zawistnicy, jeszcze dla siebie wezmą jak Chytra Baba Z Radomia (która nota bene też aż taka chytra nie była, jak ją pisali), to normalnie szlag mnie trafia. Może dlatego, że zawsze, ile razy w życiu widziałam jedną wyciągniętą po pomoc dłoń, sto innych natychmiast wyciągało się w jej stronę tę pomoc przekazując. Także bez pierdół.

Ta chata reprezentuje biedę.

Ta chata reprezentuje biedę.

6. Zarzut: Jesteśmy biedaki cebulaki
Obrona: Jesteśmy zaradni

Jesteśmy narodem, który się podnosi. Po latach. Tu nam noga ścierpła od za długiego leżenia, tu nas w kręgosłupie coś łupie. Trzeba czasu, żebyśmy wstali i ryknęli jak lew. A mimo to nasza gospodarka, odkąd podnosi głowę, zadziwia ekspertów, co hejterzy przemilczają. Bo biedaki cebulaki. No i co z tego, że chwilowo nie jesteśmy najbogatsi, jeśli jesteśmy zaradni. Przeżyć za miliony to nie sztuka. Sztuką jest związać koniec z końcem na elegancką kokardkę. I my to robimy. Reszta przyjdzie nam z czasem. Dajcie wstać. Powoli.

A swoją drogą nie jesteśmy aż tak biedni, jak zdaje się nam samym: czasem po prostu trudno się zorientować, że faktycznie jest nam lepiej, bo zmiany dokonują się powoli. Polecam robienie zdjęć swojemu miastu rok po roku. Pomaga. Nie jesteśmy też tak biedni jak zdaje się innym – dostałam kiedyś na gwiazdkę encyklopedię szkolną Oxford. Pod hasłem Polska było zdjęcie biednie ubranych dzieci na polu ziemniaków. Ale się postarali, żeby takie ujęcie dorwać. Brawo.

7. Zarzut: Jesteśmy marudni
Obrona: Jesteśmy marudni!
Jak pięknie my marudzimy.  Jak wydobywamy ze wszystkiego esencję i jak potrafimy na nią ponarzekać. Loża szyderców z Muppetów jest cała nasza.

I piszę to bez ironii. Narzekanie to też sztuka. Jakbym szukała brakerów do fabryki, to brałabym Polaków w ciemno. Niektórzy narzekali na kampanię Poland, come and complain ale mi, poza kilkoma spotami, całkiem się podobała. Bo nasze narzekanie przepuszczone przez filtr poczucia humoru jest czymś przezabawnym a zarazem intelektualnym wyzwaniem. Spróbujcie sami. Spójrzcie na krzesło, stolik, okno w pokoju i niech wasza dusza zrobi resztę – krzesło krzywe, gibie się, okno nieszczelne i plastikowe (ile to wytrzyma dziadowski bubel?), stolik za mały i nie pasuje. Itede itepe. I od razu adrenalina skacze, robi się gorąco, energia rozpiera… A teraz zlećcie to innym narodom. I co, będą siedzieć i się gapić bezmyślnie. Nuda panie, nuda.

Ale poważnie – braker-Polak, przedsiebiorco, pomyśl o tym.

8 Zarzut: Nie mamy sukcesów edukacyjnych
Obrona: Jesteśmy niegłupi,  będziemy je mieć

I mamy sukcesy – niestety często wiążą się one z koniecznością wyjazdu i studiowania zagranicą. To, jak dla mnie, również relikt poprzedniej epoki – niezreformowane lub raczej, źle zreformowane szkolnictwo wyższe. A może po prostu chodzi o to, że coś jest nie tak z monetyzowaniem naszych pomysłów – nie wiem. Na pewno jednak nie zgodzę się z tym, że Polacy są „głupi”.

Niektórzy powtarzają jak mantrę, że inteligencję to my mieliśmy przed wojną ale nam ją zabito. No już bez pierdół. Mieliśmy. Zabito. Tak. Ale minęło już sporo pokoleń. Dawni chłopscy synowie i robotnicze córki dostały szansę pójścia na studia. Ich dzieci poszły na uczelnie już bez problemów, czy kompleksów. Teraz w Polsce i zagranicą uczą się już prawnuki. Przez ten czas nie byliśmy szczelnie zamkniętym słoikiem. Inteligencja miała się czym karmić. I wyrosła. Nowa. A że inna niż przed wojną. Och kaman. CZASY są inne. Dzisiejszy inteligent nie musi cytować Tacyta a przynajmniej nie w oryginale. Zresztą – miałam na studiach 5 lat łaciny i 4 greki. Nie uczyniło mnie to mądrzejszą czy bardziej przenikliwą. Znam wielu mądrzejszych, którzy mówią wyłącznie współczesnymi językami. Taki lajf ;)

9. Zarzut: Jesteśmy nieefektywni
Odpowiedź: Jesteśmy pracowici i zapracowani

O! tu dostaję normalnie piany. Serio, Polacy są nieefektywni? A może po prostu zmęczeni? Szczerze – jak wymagać od kogoś energii a jednocześnie dawać mu bana na jakikolwiek relaks czy sen, czy chociaż zadowolenie z życia. Tego eksperci nie wiedzą. Sama mam sporo szczęścia z moim statkiem-matką, nie narzekam, ale słyszałam o rzeczach, od których włos się jeży na głowie.

Sporo osób jakoś łączy dwa etaty. Albo etat z prowadzeniem firmy. Albo dwie działalności. Są pracowici, albo nie mają z czego żyć. Proste jak konstrukcja cepa. Ale są przy tym często tak zmęczeni, że nie mają siły na bzdury i kolejne dupogodziny, które najchętniej dołożyłby im ten czy inny rząd. Dlatego wiesza się na nich psy.

Wiem, wiem – oczywiście, jest masa leni. Ale jeśli już uogólniamy, to spokojnie można uogólnić w drugą stronę.

10. Zarzut: Jesteśmy nietolerancyjni
Odpowiedź: Jesteśmy nieprzyzwyczajeni

Umówmy się: Polska, jaką zna lub pamięta większość współczesnych Polaków, to nie wielokulturowy tygiel. Nagle (tak, dwadzieścia kilka lat to nagle) otworzyliśmy się na świat a świat na nas. I ostrożnie się obwąchujemy. To, do czego wiele narodów przywykło, my dostaliśmy na raz w pliku zip. Rozpakowujemy go i nie nadążamy ogarnąć. A jeśli czegoś jest za dużo i za szybko – bronimy się. I może właśnie dlatego jesteśmy tak zachowawczy i tak mało otwarci? Jak dla mnie to przekonująca hipoteza.

I proszę bardzo: zebrała się okrągła dyszka. A mogłoby być więcej. Oczywiście, jestem Polką, umiem narzekać, więc dużo łatwiej byłoby mi marudzić. że jesteśmy tacy czy owacy. Ale wiecie co, czasem po prostu trzeba trochę napompować sobie ego. Bo nikt za nas tego nie zrobi. Nadal jesteśmy narodem, którego nijak nie usprawiedliwię, jeśli chodzi o zachowanie wobec zwierząt, pijaństwo czy ekscesy na drogach. No nie da się i już. Ale reszta – bez przesady. Nie hejtujmy na siebie i nie dajmy tego robić innym. Jesteśmy na serio strasznie fajni. I cieszmy się z tego przy okazji 11.11. (nawet datę najbardziej polskiego ze świąt mamy fajną ;))

ps. Tak, nie znoszę mówienia MY i uogólnień, ale czasem łamię swoje zasady ad maiorem gloriam.

ps2. Nie, nie należy tego traktować – żadną miarą – jako raportu na podstawie badań. Raczej dokładnie tak, jak „Och, Aniu jak ty pięknie rysujesz” mimo, że mówiący nie jest krytykiem sztuki ani chociażby kupującym w galerii – jest po prostu osobą, której prace Ani się podobają i chce dziewczynę podbudować, bo ona sama ma o sobie kiepskie zdanie. I to nie znaczy, że reszta klasy rysuje beznadziejnie. Moja pochwała Polaków nie jest wycelowana przeciw innym. Serio. Poza tym: tak, wiem, że żadna z tych cech – może poza narzekaniem – nie jest typowo nasza. Nie mamy monopolu na zalety. Cóż. Nic się nie stało – Polacy – nic się nie stało…

ps4. Nie jestem nacjonalistką. Nie politykuję.

 

 

 

Zdjęcia: tym razem mojego taty i moje :) Sami możecie podobne zrobić w Skansenie w Sierpcu. Polecam.

 

 

  • http://srogo.me/ Michał Nierebiński

    Właśnie tak! Choć przynajmniej od czasu Mistrza z Czarnolasu możemy spotkać się ze zdrową krytyką naszych przywar, niezmiernie wkurza mnie postawa pt. „self-loathing Pole”. Ja też czasem lubię ponarzekać, ale głupio jest tracić z oczu szerszy obraz. No i staram się pamiętać, że jednak lubię tu mieszkać, lubię gadać z Polakami, lubię wiedzieć, gdzie leżą kości moich przodków. A „typowo polskie” hejterstwo jest „typowo powszechnie” dla całej masy nacji, co można łatwo zauważyć wchodząc na zagraniczne portale itp.

    Aż sobie zarzucę klasyka ;)

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Hejterstwo jest powszechne, ale, żeby tak pięknie smęcić i marudzić jak my, to trzeba mieć tą tęskną słowiańską duszę jednak. :D A ten kawałek mi przypomina jeden z najfajniejszych okresów w moim życiu także dzięki!

      • http://srogo.me/ Michał Nierebiński

        No właśnie – słowiańską, niekoniecznie polską. To melancholijne narzekactwo sięga od Adriatyku po Morze Białe :)

  • Pingback: Szambo czy perfumeria | Sloganopis

  • Pingback: Kłamstwa, fejki, ściemy | Sloganopis