Sprawa obiadowa

W życiu najważniejszy jest obiad. Weekendowy, rodzinny obiad.

Do takiego wniosku doszłam odwiedzając regularnie pewien salonik manicure. Na wizyty zapisywałam się zwykle w sobotni poranek (co dla mnie oznacza godzinę 8:00 do 9:00, precyzuję ponieważ kilkoro znajomych twierdzi, że w weekendy „rano” zaczyna się po południu). Zasiadałam w niewielkim pomieszczeniu wraz z czterema-pięcioma kobietami i włączałam się w tradycyjny small-talk. Zawsze, ale to zawsze prędzej czy później padało pytanie – A co dziś pani robi na obiad? Jeśli kierowane było do mnie, odpowiedź brzmiała nieciekawie: „Ech… Uch… No może… Gdzieś wyskoczymy, do jakiejś knajpy.”. Bo też i co innego miałam odpowiedzieć o ósmej rano?

Rzecz wagi wielkiej

Jeśli natomiast pytanie było kierowane nie do mnie ale do którejkolwiek z pozostałych klientek saloniku, stanowiło zaledwie preludium do dyskusji. To, co działo się później przypominało skrzyżowanie bloga kulinarnego z fragmentami powieści Marka Kajewskiego (kto czytał, ten wie, kto nie czytał, powinien – polecam: http://www.marek-krajewski.pl/ Ten człowiek umie pisać o jedzeniu. Achhhh)

Leciało to mniej więcej tak (tylko bardziej):

Mam już ziemniaki to może będą kopytka. Mały tak ostatnio chciał kurczaki z kej-ef-si, to może zrobię w panierce. Ostatnio był prosty przepis na schab ze śliwką*, zaraz, bo gdzieś go tu mam, to pokażę. Jeszcze tylko parówek dokupię i będzie leczo, ale nie, w poniedziałek było leczo. Wiem, kochana, moim to już się mielone przejadły. Ale jak mam składniki, to co mam nie robić leczo TO CO JA ZROBIĘ?

Chrzanić trupa, byle był obiad

Obiad urastał do czegoś ważniejszego od przyziemnych spraw doczesnych (choć nie ma chyba nic bardziej doczesnego niż żarełko). Trochę jak tym słynnym sucharku:

-Wysłałam męża po ziemniaki i wpadł pod samochód.

-Jezus Maria! I co teraz!?

-Nie wiem, chyba ugotuję ryż.

Kiedy one tak się rozkręcały, milczałam wstydliwie, czując się jak wykluczona z obrad starszyzny plemiennej. A z drugiej strony myślałam sobie, że zdecydowanie coś jest nie tak ze światem, jeśli przedmiotem tak wielkiej wagi jest rodzinny obiad w sobotnie popołudnie.

Clipboard01

Źle myślałam.

Z tym światem jest wszystko OK. Chcę żyć w rzeczywistości, w której ludzie tak bardzo nie mają się czym przejmować, ze drążą temat tych nieszczęsnych obiadów.

Jeśli mamy Problemy Pierwszego Świata (https://www.facebook.com/pages/Problemy-pierwszego-%C5%9Bwiata/285917504810080) to tylko dlatego, że w tym pierwszym świecie żyjemy. I niech tak będzie.

* Nie, nie istnieje prosty przepis na schab ze śliwką. To oksymoron. Prosty to ja mam przepis na herbatę (jest taki ostatnio na każdym pudełku, ilustrowany w dodatku), a i tak zawsze coś spierniczę.