Szczęście – poradnik DYI

„Polacy są tak agresywni a to dlatego, ze nie ma słońca” tako rzecze wieszcz i trochę racji ma. Chociaż akurat w chwili, w której piszę te słowa, za oknem pięknie i ciepło (jak na luty), ostatnio przez dłuższy czas było zimno i faktycznie szaro. Gdyby mój nastrój uzależniony był tylko od pogody, czułabym się podle. Być może nawet wystąpiłyby przelotne ataki agresji, nie wykluczam.

Tyle, że jest cała masa sposobów na poprawienie sobie nastroju. I nie mówię tu o alkoholu, czy dragach. Nie polecę Wam również słodyczy. Nie tędy droga.

W takim razie którędy?

1)              Uważaj, z kim gadasz

Kiedyś w „babskiej prasie” modne były artykuły o wampirach energetycznych. Ludziach, z którymi kontakt, oznacza, że każdorazowo rozładowują ci się wewnętrzne bateryjki. I to nawet jeśli chwilę wcześniej tryskałeś energią i optymizmem.

Poznałam kilka takich osób. Jedną z nich była Panna Niedasię. Każda inicjatywa, jaką ktoś próbował przy niej podjąć, czy choćby omówić, wywoływała skrzywienie zgrabnego noska i wywód zaczynający się od słów

„To się nie da…”,

„To się nie opłaca…”,

„To się NIGDY nie uda…”.

Osóbka ta miała na poparcie swoich tez liczne argumenty i wyrażała się niezwykle przekonująco. Na tyle, że najwięksi entuzjaści tracili rezon. Powiem tyle – Steve Jobs przepracowałby życie w Walmarcie, gdyby swego czasu trafił na Pannę Niedasię.

Miałam kiedyś nieprzyjemność opowiadać jej o przedsięwzięciu jakie planowałam. Niedasię właśnie zaczęła wysysać ze mnie energię i deptać zapał, gdy do pokoju wszedł Pan Spróbujemy. Przerwał smętny wywód Panny N. i zaczął pozytywnie nakręcać rozmowę. Ostatecznie cały projekt zakończył się sukcesem. Dałosię.

Innym energetycznym wampirem była Znajoma Znajomych. Spotkałam ją raz, podczas pewnej imprezy, a skutki spotkania wlekły się za mną jeszcze jakiś czas. W trakcie rozmowy ironizowała na temat mojego zawodu, hobby, stylu życia – praktycznie wszystkiego, czego się o mnie dowiedziała. Nie tylko ja padłam jej ofiarą. Także kilku innych rozmówców zakończyło wieczór, zastanawiając się, czy aby faktycznie z nimi wszystko OK. Niestety zołzie udało się trafić na towarzystwo mało pyskate, z obniżoną samooceną. Łatwy cel.

Poza tym nauczyłam się unikać:

  • Ludzi, Którzy Narzekają Na Wszystko Poważnie – da się narzekać na wszystko. To najcelniej spointowali Mistrzowie Komiksu
  • Wujków Dobra Rada Ja ci dobrze radzę, powieście zasłonki. Ja ci dobrze radzę, nie bierz tego kota. Ja ci dobrze radzę…
  • Nudziarzy To ci, z którymi pięć minut trwa około dwóch godzin (i nie mówcie, że to niemożliwe, miałam przez pięć lat łacinę i grekę; taka dylatacja czasu następowała na każdym wykładzie).

Na drugim biegunie znajdują się ludzie, którzy dodają energii.

kotywlesie2Ludzie z pasją, albo po prostu pełni optymizmu. Tacy, którzy zostawiają cię z poczuciem, że świat jest piękny, życie pełne okazji do szybkiego wykorzystania, a ty masz wszelkie predyspozycje, by osiągnąć sukces. Jedna godzina z nimi potrafi nakręcić lepiej niż milion poradników motywacyjnych (co ogłaszam z niepewnością, bo nie czytałam ani jednego dzieła tego typu).  Najbliższy weekend mam wypełniony właśnie spotkaniami z takimi ludźmi i cieszę się jak głupia już od poniedziałku.

No i są też zwierzaki. Moje koty nawet, jeśli akurat znajdują się w stanie pełnego focha sprawiają, że świat jawi mi się miejscem nad wyraz przyjemnym. A zresztą:

„Chciałem powiedzieć (…) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.”

Terry Pratchett

2)              Uważaj, co gadasz

Kolejna sprawa, to sprawdzenie, czy przypadkiem samemu nie stajesz się Panną Niedasię. Negatywne myśli i słowa potrafią człowiekowi zafundować autodołowanie. Lepiej więc starać się artykułować pozytywne wypowiedzi. Nie mówię tu o głupim hurra-optymizmie. Według mnie trzeba przewidywać, że coś może się nie udać i mieć plan B. Ale jednocześnie – nawet mając czarne myśli –  na głos wypowiadać tylko te jasne. Dla mnie to niesamowicie trudne, ale się staram :)

3)              Uważaj, co czytasz

Są gazety, po których łapię doła. Ludzie wydają mi się wykrzywieni, źli; rzeczywistość szara jak dymy nad lotniskiem Modlin (Trzask tutaj) a przyszłość czarna. Przygnębiające artykuły uzupełnia zwykle fala hejtu w komentarzach, umiejętnie podsycana przez redaktorów portali (kejs słoików jest tu dla mnie doskonałym przykładem – ludzie sami z siebie nie gadali o tym aż tak intensywnie, więc media zaczęły umiejętnie podbijać temat, żeby zaraz potem pożalić się na hejterów. No kaman…).

Są też takie media, które odczarowują rzeczywistość. Dobry przykład (a przy okazji reklama dla zdolnych znajomych związanych z tym tytułem) to Pierwszy Milion. Pozytywne przykłady, wywiady z ludźmi pełnymi pasji, porady, które dodają skrzydeł. Czytam, nawet jeśli nie jest to do końca „moja” działka.

4)              Uważaj, gdzie bywaszbiegi

Podobno zadowolenie z życia dają nam tereny zwane zielonymi – więcej TUTAJ O ile zwykle „naukowcy stwierdzili” kwituję tylko krótkim „phi”, to tym razem przyznaję „coś w tym jest”. Kilka-kilkanaście godzin w tygodniu spędzam w lesie. Biegając. I są to wyjątkowo szczęśliwe godziny. Wracam do domu raz w nastroju euforii, innym razem uspokojona, ale nigdy wściekła czy przygnębiona. I ten stan utrzymuje się jeszcze długo.

5)              Uważaj co robisz

A raczej jak organizujesz sobie swoje 24 godziny i czy nie zapominasz o tym, co faktycznie cię kręci. Ja mam bieganie i pisanie. Obie te rzeczy dają mi energetycznego kopa, potrafią dobrze nastroić, odstresować. Ale w zasadzie ten przykład jest bezcelowy. Każdego kręcą inne rzeczy. I powinien się ich trzymać. Krótko mówiąc:

„Musisz odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie. Co lubisz robić? A potem zacznij to robić.” Chłopaki nie płaczą, scen. Mikołaj Korzyński

6)              Uważaj, czego chcesz

TY a nie ja.  Jeśli chcesz – przyjmij te rady. Jeśli nie – olej je totalnie. Albo wybierz jedną, dwie. Albo nawet narzekaj – jeśli sprawia ci to przyjemność.

I jeszcze jedno – żeby nie było, ze namawiam do życia szczęśliwego a durnego. Czasem trzeba przeczytać dołujący tekst, który otworzy nam oczy. Spotkać się z totalnym nudziarzem, któremu jesteśmy, tak po ludzku, potrzebni. Olać swoje hobby i realizować wyższe cele (albo te niższe, zależy jak się patrzy np. na zarabianie pieniędzy). Tyle, że ten tekst był o tym, skąd czerpać radość, a nie jak żyć. Po prostu.