Target, głupcze

Ostatnie tygodnie umila mi jednostka chorobowa o wdzięcznej nazwie „ostre, bakteryjne zapalenie zatok przynosowych”. Uwierzcie nazwa nie oddaje uroku tego schorzenia. A jeśli już choruję, to automatycznie oszczędzam czas, jaki poświeciłabym na dojazdy do pracy (dobrze!) i radosne hasanie po lesie zwane czasem bieganiem trailowym (niedobrze!). Łącznie daje mi to jakieś dodatkowe 6-8 całkowicie wolnych godzin. Nadrabiam więc intensywnie zaległości filmowe odkurzając swoją szafkę z DVD. I dostaję szału za każdym razem, kiedy legalnie kupione filmy poprzedza reklama sugerująca mi, że ściągam pirackie kopie i mam NATYCHMIAST PRZESTAĆ.

O ta konkretnie:

 

 

 

 

 

 

 

 

Halo! Przecież właśnie włączam zakupiony film. A jak wiadomo już od czasów przedszkola – kupione-nie kradzione (W zasadzie pełne zdanie brzmiało „majtki nie kradzione, ale w sklepie kupione” i był to fragment przedszkolnej standardowej riposty na tekst „oooo kino ci widać”. Swoją drogą przedszkolny savoir vivre obejmował wiele takich, niezwykle ciekawych matryc do small talku. Ale o tym innym razem.)

Rozumiem tego typu reklamy śmigające gdzieś na Filmwebie, PEBie, Hataku czy innych serwisach/forach z recenzjami i propozycjami filmów. Można w jakiś sposób domniemywać, że ktoś wchodzi tam po to, żeby sprawdzić nowości, poczytać opinie a następnie wyszukać gdzieś pirackie kopie wybranych filmów. Reklama ma też sens w mediach tzw. opiniotwórczych, których grupa odbiorców jest dość szeroka i statystycznie można trafić na potencjalnego ściągacza (?) filmów. Jeszcze lepiej było by precyzyjnie określić, kto najczęściej ściąga filmy i uderzyć precyzyjnie w mediach kierowanych do tej grupy.

450px-Leisure_dartboardNie mówię teraz nic nowego. Reklamy pozycjonuje się bardzo dokładnie i nie jest to nowy wynalazek, chociaż już nowe media znacznie ułatwiają takie działania. Dla porównania: o ile kiedyś strzelano po prostu do tarczy, to teraz mamy do dyspozycji wskaźnik laserowy, multizoom i jeszcze umyślny podsuwa nam tarczę przed oczy. O odbiorcy wiadomo prawie wszystko. Naprawdę ciężko jest spudłować. A jednak.

Jaki jest efekt nietrafionej reklamy? W najlepszym przypadku – pieniądze, które poszły w błoto. W najgorszym – efekt całkowicie odwrotny do zamierzonego. Mianowicie: wzbudzenie antypatii do reklamowanego produktu. Po którymś z rzędu zaserwowaniu mi antypirackiego dziadostwa miałam ochotę złośliwie ściągnąć jakiś film z okrzykiem „JA NIE ŚCIĄGNĘ? To patrzcie, dziady!”

Działania precyzyjnie dobrane do targetu ważne są także w social media. Jeżeli już polubiłam fanpage’a typu „Weganie to my” (nazwa profilu fikcyjna), to na serio admin tego profilu nie musi codziennie wrzucać info, że warto wybrać weganizm. Podobnie błądzą social media nindże także na innych profilach. Żeby nie wytykać palcami pokuszę się o przykłady jadąc całymi „branżami” (wybór nieprzypadkowy, bazowałam na swoich fejsowych doświadczeniach). I tak:

1)      Bieganie – mus jest codziennie zapytać „czy było już biegane?”– nie, nie było biegane, było siedziane w pracy/na chorobowym i co najwyżej było wkurzane, że pouczacie mnie, że ma być biegane . Albo – tak, było biegane, ale nic ci do tego. Równie denerwujące jest dla mnie: „kto dziś biegał, łapka w górę?”, „taki piękny dzień, my dziś od rana na długich wybieganiach, a zaraz idziemy na rower! A wy?”. Umówmy się – nie obchodzi mnie kto, ile biegał. Oczekuję od Was informacji o zawodach, nowinkach technologicznych, testów sprzętu, porad dietetycznych i treningowych. Sporadycznie czegoś motywacyjnego.

2)      Sport ogółem – interesuję się sportem i zdrowym stylem życia a nie tym, kto ma jakie priorytety. Jeżeli więc podrzucać mi podśmiechujki z otyłych ludzi, albo masz bekę z osób, które ze sportem sobie nie radzą, to zostań ze swoim śmiechem sam. I wróć, jak będziesz miał do przekazania coś wartościowego – ciekawostki dotyczące poszczególnych dyscyplin, uwagi dotyczące kontuzji, wskazówki treningowe, czy wywiady ze sportowcami.

3)      Organizacje prozwierzęce – koniecznie trzeba dowalić zdjęciem, które każdy normalny człowiek oznaczy jako szokujące, nie dla wrażliwych itp. Halo! Jeśli lubię twój fanpage typu „Ratujmy psy i koty” to dlatego, że w jakiś sposób jestem wrażliwa na ich krzywdę. Nie musisz wyważać otwartych drzwi wrzucając wideo „Facet kopie kota całe 5 minut. ZOBACZ KONIECZNIE” , oczywiście ze stosowną miniaturą, która wywołuje u mnie szok. Nie, nie zobaczę tego filmu. Zostawię to ludziom, którzy lubią napawać się takimi widokami. Ku mojemu zdziwieniu są tacy. Ja natomiast oczekuję od twojego profilu konkretnych propozycji działań a nie epatowania makabrą.

4)      Wegetarianie i spółka – i znów – lubię profil wege, nie trzeba przekonywać mnie do wege. Nie trzeba pokazywać zamęczonych zwierząt, żebym wiedziała, że „przetwórstwo żywności” potrafi czasem ujawniać smutną prawdę o człowieku. Przepisy, porady związane z dostarczaniem określonych substancji odżywczych, ciekawe produkty z polskich sklepów – tego od ciebie oczekuję. Nie epatowania makabrą (po raz drugi).

5)      Sklepy i marki – poważnie wydaje wam się, że polubiłam wasz sklep odzieżowy, żebyście zasrywali mi wall słodkimi kotami i mądrościami z gimnazjum? Koty mam w domu, albo sama sobie znajdę w internecie (raczej ich tu nie brakuje), a jak chcę coelhizmy, to wskoczę na przykład TU. Od was chcę rzetelnych informacji o asortymencie, promocjach, zmianach w ofercie, nowych placówkach i co ciekawszych działaniach marketingowych. Poważnie. To aż takie proste.

 

Reasumując: mamy takie czasy, że faktycznie „content is the king”. Treść się liczy. Ale tym bardziej trzeba uważać, do kogo ją kierujemy.

Masz jakieś własne przemyślenia? Chcesz przyznać mi rację (super), albo wręcz przeciwnie (też super?). A może znasz przykłady fanpage’y których admini robią TO dobrze, albo spektakularnie źle? Czekam Twoich wypowiedzi jak kania dżdżu. A nowy system dodawania komentarzy też sam się nie przetestuje ;)

 

 

Źródła obrazków:

zdjęcie w slajderze: http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Darts_in_a_dartboard.jpg fot. PeterPan23

zdjęcie w treści wpisu: http://commons.wikimedia.org/wiki/File%3ALeisure_dartboard.PNG fot. SeppVei