Tylko nie hipsteryzuj

Mam znajomego, który znany jest z wyjątkowo dobrego gustu. Po co wystawiam tę (usprawiedliwioną anonimowością) laurkę? Otóż niedawno pochwalił się on publicznie obejrzeniem filmu który płynie samym środkiem samego środka mainstreamu. A mianowicie Pacific Rim.

Przypomnijmy – chodzi o godzillopodobne, ogromne stwory, które przez kilkadziesiąt minut naparzają się z ogromnymi robotami. A wszystko to przy dynamicznej muzyce i w miłym dla oka wykonaniu. Typowy odmóżdżacz na niedzielne popołudnie, przy którym chwile mijają szybko i bez większego wysiłku intelektualnego. I bardzo dobrze. Nie zawsze trzeba kosztować najnowszych odkryć kuchni molekularnej. Czasem dobrze wszamać hamburgera (czy raczej wegeburgera, w moim przypadku).  

Jednak, kiedy okazało się, że osoba na poziomie (wysokim), przyznaje się do obejrzenia Pacific Rim, zawrzało. Oczywiście było to wrzenie lokalne, ograniczone do grona jego znajomych i obserwujących facebookowy profil (sporego grona, ale jednak – umówmy się, nie była to cała Polska, ani nawet pół).

Pojawiły się głosy, że jak tak można, że wstyd, że jedyne wyjaśnienie to gorączka  i przyjmowane leki, że ple, ple, pe. Przypatrywałam się temu ze zdumieniem. Nie ja jedna. Z pomocą przyszedł kolejny znajomy, również jeden z tych facetów, których podejrzewasz raczej o spędzanie wieczorów na czytaniu prasy fachowej (w wielu językach) w towarzystwie jakiegoś superdrogiego wina o wdzięcznej nazwie. Co ciekawe, pochwalił on wybór filmu i zaproponował, żeby następnym razem oglądając Pacific Rim, napisać:

odprężam się przy przeglądzie Nowej Fali kina irańskiego.

Hejterzy obejdą się smakiem (bo jak tu krytykować coś tak wyszukanego), a krewni i znajomi królika będą tak naprawdę wiedzieli, że to tajemniczy kod oznaczający najmniej chyba tajemniczy z filmów.

W dalszym toku dyskusji powstały propozycje szyfrów także dla innych superprodukcji. I tak – oglądając Iron Mana, dobrze jest ustawić status:

chilijskie kino psychologiczne, jakież głębokie, nowatorskie, poruszające….

Starship Troopers to z kolei:

nowe trendy w kinie europejskim i iberoamerykańskim podporządkowujące dokumentalny styl obrazowania rzeczywistości klasycznej kreacji filmowej

a Thor

zapoznawanie się z fińskim kinem dekonstruującym posthumanizm w kontekście społecznym.

Będzie pięknie prawda? Ukryci za zasłoną hipsterskiej nowomowy możemy robić wszystko, co nam się żywnie podoba.

antekOczywiście cała rzecz była z naszej strony tylko zabawą. I gdyby nie było to tak śmieszne, nie powstał by chociażby Antek – swoisty überhipster. Jeśli jednak taki snobizm przestaje być zabawą a zaczyna pachnieć autolansem, to przykro mi, ale jest to bardziej żałosne, niż największe nawet płycizny scenariuszy holiłudzkich hitów. No, chyba, że ktoś faktycznie kocha kino azerbejdżańskie. Ale nawet wówczas nikt mi nie wmówi, że i tam nie pojawiają się jakieś szmiry. Ich rzekoma przewaga polega tylko na tym, że z racji niskiego budżetu nie przebiją się do mainstreamu.

Podstawowy zarzut w tym momencie jest zwykle taki, że z głównym nurtem płyną tylko śmieci. A może po prostu im bardziej walczysz z prądami przez cały tydzień, tym bardziej należy ci się przepłynięcie kilku godzin bez wysiłku w ciemny i chłodny lutowy weekend. I niczego ci to nie ujmuje.

A Pacific Rim to kawał dobrego kina. Polecam (chociaż wolę odmóżdżać się przy Avengersach) :)

Źródła zdjęć:

Antek