Jedne urodziny, pięć pytań

swieczka2c

Pierwsze urodziny bloga. Taka sytuacja. Na szczęście tym razem to nie przeprawa z własną metryką. To jednak oznacza, że ciężko tu o jakieś życiowe, fundamentalne rozważania typu skąd przychodzę, dokąd zmierzam, kiedy pojawiły się te zmarszczki albo po co do cholery był mi ten cały kredyt.  Ale i tak motyw urodzin powoduje, że człowiek (w tej roli akurat tym razem ja) popada w refleksyjny nastrój. I dobrze. Bo dzięki temu mam dla Was coś w stylu prezentu. A raczej w stylu prezentu w moim stylu. Będzie więc filozoficznie i optymistycznie. Jedziemy:

pięć pytań, na które dobrze sobie odpowiedzieć w 2015 roku

Czy lubisz poniedziałki?

Serio pytam. Pracuję od kilkunastu lat. I poniedziałek jest dla mnie świetnym probierzem motywacji do pracy. Bywało, że traktowałam go jak każdy inny dzień tygodnia, bywało, że przebierałam nóżkami, bo już za chwilę będę ogarniać fajne projekty i spotkam się z fantastycznymi ludźmi ale bywało też, że na myśl o początku tygodnia, już w piątek trafiał mnie jasny szlag i w efekcie zepsuty miałam nie tylko poniedziałek ale i cały weekend. To ostatnie nie ma sensu prawda? I nie zależy od „tego strasznego poniedziałku”. To tylko dzień tygodnia. Nie lubisz poniedziałku – czas ruszyć cztery litery i coś zrobić. Twoje życie to także poniedziałki. Bez sensu żyć życiem, którego nie lubisz.

Kiedy ostatnio robiłaś/eś coś nowego?

Mam alergię na zmiany. Nie jestem w tym odosobniona. To całkowicie zrozumiały mechanizm – zmiana oznacza wyjście poza strefę komfortu. Prosta psychologia. Ale, z drugiej strony, bez niej nie ma rozwoju. Zasypałam Was tymi truizmami w zasadzie po to by powiedzieć jedno: mam silne przekonanie, że warto nieustannie próbować czegoś nowego – sportów, jedzenia, muzyki, języków, podróży. Już nawet bez motywacyjnego chrzanienia o rozwoju, to po prostu satysfakcjonujące i przyjemne. Staram się jak najczęściej odkrywać i robić nowe rzeczy. Jest mi z tym po prostu fajniej. Natomiast, jak wszyscy diabli, nie znoszę się cofać, czy stać w miejscu. Więc wolę pokonywać swoją alergię na zmiany. I Wam radzę to samo.

Kiedy ostatnio szczerze się śmiałaś/eś?

Jestem reklamówką, więc siłą rzeczy w pracy często korzystam z banków zdjęć. I fascynuje mnie, jak ciężko znaleźć tam kogoś dorosłego, kto szczerze się uśmiecha. Częściej robią uśmiechopodobny grymas, ale oczy krzyczą „zabij mnie”. W życiu jest tylko nieco lepiej. Jesteśmy wytrenowani, żeby uprzejmie się uśmiechać. Tyle, że to zupełnie nie to samo co szczery śmiech. A ja lubię się czasem tak niesamowicie ucieszyć. I zareagować na pełnym spontanie. Niedawno miałam taką chwilę (na szczęście w lesie, gdzie nikt nie patrzył ;) ), że aż zatańczyłam z radości, było też klaskanie i radosne HA! Powód zostawmy na boku. Chodzi raczej o to, że polecam to uczucie. Polecam jak najczęściej. I tak, wiem, że musiałam wyglądać jak idiotka. Bywam nią, co nie znaczy, że jestem.

Czy jeszcze pamiętasz jak to jest się zakochać?

Niekoniecznie w człowieku. Używam tu tego czasownika w potocznym znaczeniu, nie jako relacji osobowej. Zakochać się w swojej pracy, bieganiu, rysowaniu, samochodzie, nowym albumie Twojej ulubionej kapeli. Tak totalnie stracić na chwilę kontakt z rzeczywistością i w czymś się na sto procent zatracić? To jak dodanie ostrej przyprawy do dania. Smacznego.

Czy robisz tylko to, co Ci się opłaca?

To wcale nie takie rzadkie. I nawet to rozumiem. Kulturą za światło czy wodę nie zapłacisz. Ale widuję ludzi, którzy już całkowicie odjeżdżają w stronę przerabiania wszystkiego na „piniendze”. Każda książka musi być „na temat”, każda relacja zawierana jest pod kątem „co ona/on mi załatwi”, każda aktywność nakierowana jest wyłącznie na zysk. Bez przesady. Gdybym żyła w taki sposób, na pewno nie miałabym tyle frajdy tylko z tego, ze żyję. A mam. I Wam też jej życzę.

Nie byłoby tez tego bloga ;) Jest totalnie nieopłacalny, ale mam z niego frajdę. Mam nadzieję, że Wy również. I dziękuję, że czasem mi to pokazujecie!

 

 

  • blados

    Aloha, co prawda z Nowym Rokiem porzuciłem polski internet ale do Ciebie i do wittaminy wracam marnotrawnie poprzez Twittera. Odpowiadam:
    1. Zazwyczaj w poniedziałek jestem niewyspany i mało do mnie dociera ale to dzień jak co dzień. Jeśli lubisz siebie to i lubisz to, co robisz, zatem dzień tygodnia nie powinien mieć dla Ciebie znaczenia.
    2. Praca taka, ze nawet jak nie masz ochoty to uczysz się nowych rzeczy. Poznawałeś nowość nie dla czystej satysfakcji ale by ją wykorzystać w praktyce, zatem moja odpowiedź brzmi: godzinę temu.
    3. Odpowiem podobnie jak poprzednio – taka praca, że ludzie z zespołu to mieszanka wybuchowa. Godzina ciszy / klepania w klawy dość szybko jest przerywana salwami czy też wybuchami śmiechu. Szczerego. Dajemy radę!
    4. Z Nowym Rokiem ponownie zakochałem się w pływaniu. Serio.
    5. Nie opłaca mi się komentować Twojego wpisu =)

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Jak mnie cieszy taki pozytywny komplet odpowiedzi. Serio serio :D I dzięki za wysoce nieopłacalny komentarz. :D Przyjmuję to jako blogourodzinowy prezent :D

      • http://32ants.com/ blados

        Tak tylko wszedłem, żeby uaktualnić moją wypowiedź. Już nie pracuję w miejscu, w którym byłem, gdy pisałem poprzedni komentarz aczkolwiek odpowiedzi są wciąż adekwatne w stosunku do aktualnego miejsca pracy =)

  • http://srogo.me/ Michał Nierebiński

    Szczęść,
    1. W poniedziałek lubię poniedziałki. Natomiast w niedzielę niekoniecznie za nimi przepadam.
    2. Mam dziwne wrażenie, że ciagle robię coś nowego. Zresztą jestem zdania, że tak naprawdę nawet powtarzając jakąś czynność robię ją inaczej w nowy sposób. Żadne dwie chwile nie są takie same.
    3. Codziennie. Świat pełen jest zabawnych rzeczy: od plamy na ścianie, przez wypowiedzi medialnym mędrców po kolejne wersje dowcipów z brodą. Natomiast nie noszę cały czas uśmiechu. Bolałyby mnie kąciki ust.
    4. Pewnie. Zwłaszcza jeśli wezmę pod uwagę punkt 2. Ponieważ mam zryty czerep, łatwiej jest mi wpaść w coś, zafascynować się bez umiaru, niż starannie wyważyć czas, siły i zaangażowanie. Drugą stroną medalu bywa czasem słomiany zapał.
    5. Rzadko robię coś, co się opłaca, poza pracą. Dlatego też widzę, że całkiem sporo ludzi jest zdecydowanie zaradniejszych ode mnie. Za to mam całkiem sporo fajnych relacji z ludźmi opierających się tylko na dobrej woli. Chyba tak wolę.

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Też wolę dobrą wolę. A poza tym niczego nie masz zrytego, z tego co wiem ;) ps. co do 3. „…oraz zyskałbym miano idioty” – tak niestety bywa :D

      • http://srogo.me/ Michał Nierebiński

        Niestety, mam w zwyczaju szufladkować „uśmiechowiczów” jako idiotów :P Ale znam paru takich, którzy się często uśmiechają i to szczerze, a idiotami nie są.

        • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

          Ja się często niestety cieszę jak głupi do sera. Niestety pointy nie będzie bo swojego haiku nie badałam. ;)

  • Henkel

    1. Zalezy od poniedzialku… Zwykle nie mam tragicznego humoru w poniedzialkowy poranek bo to oznacza, ze juz niedlugo bedzie bardzo fajny wtorek, super fajny czwartek, a do tego juz nedulgo weekend… a jak mam wolny poniedzialek to juz w ogole jest genialnie – tak czy siak „Remember, Mondays are fine. It’s your life that sucks.”

    2. Cos naprawde wartego zapamietania robilem 30 listopada – ale na szczescie bede tez robil cos nowego juz w piatek, a planow na ten rok na nowe rzeczy nie brakuje :)

    3. Wczoraj. Choc nie… Dzisiaj tez juz sie zdarzylo :)

    4. Pamietam… Ostatnio sie zakochiwalem w zeszlym roku i to kilkukrotnie :) W tym… W tym podejrzewam, ze tez nie bedzie zle ;)

    5. Gorzej – robie w wiekszosci to co mi sie totalnie nie oplaca… Nie oplaca sie finansowo – bo oplaca sie zdecydowanie pod wieloma innymi wzgledami.

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      1. I to jest ten cytat, którego tu zabrakło! :D Co do reszty – sam widzisz, że jest super. I tak trzymać :D