X, Y, Z, bzdet

Urodziłam się w roku 1980. Według jednych opracowań jesteśmy pokoleniem X, według innych Y. Bardziej przekonuje mnie Y, jak w infografice niżej. I tego będę się trzymać.

wyscig-pokolen

Udana imho infografika od pracuj.pl pokazuje pokolenia XYZ. Swoją drogą to ciekawe, trzy ostatnie litery, jakby po nas nie miało być już nic.

Zresztą jak zwał tak zwał. Jestem z tych, o których Scorpionsi śpiewali, że children of tomorrow i w ogóle. Dla nas zburzono komunizm (myśmy do tego palca nie przyłożyli, nie ma co się czarować). Marzyłam, o chińskich kredkach, chodziłam w pochodach i miałam z tego fun, nosiłam czeszki, piłam płyn Lugola, nowonarodzony kapitalizm oznaczał dla mnie Barbie, szejka z McDonaldsa i bilet do Cricolandu, ubierałam się jak grunge’ówa i czytałam Filipinkę, zanim zamieniono ją w szajs dla tępaków. Ale przede wszystkim rozpychałam się łokciami. Bo zanim nazwano nas Y, byliśmy przede wszystkim wyżem demograficznym. Czasem żartobliwie mówiono, że to efekt działania znakomitej prezerwatywy Eros, innym razem, że chodziło o przerwy w dostawie prądu. Taka, wiecie ha ha ha ho ho ho koncepcja a’la pijany wujek na imieninach i jego życiowe mundrości. Tak faktycznie jesteśmy po prostu echem wyżu z lat pięćdziesiątych. Było nas dużo, bo naszych mam i tatusiów było jeszcze więcej. I się wszystko nami zatkało.

W praktyce wyglądało to tak, że w moim roczniku bywało po 7 i więcej klas a w każdej trzydzieścioro kilkoro dzieci. Nawet na niszowych zajęciach pozalekcyjnych zwykle był komplet. Przywykliśmy do ogromnej liczby kandydatów na jedno miejsce w szkołach średnich i na uczelniach (i wcale nie musiało to oznaczać prestiżu, po prostu tłum walił wszędzie drzwiami i oknami). I podobnie było potem z pracą.

Czując oddeszek innych szczurków na karku, musieliśmy się więc cały czas wykazywać, dokształcać, rozwijać, gonić króliczka. Dopingowali nas starsi bracia i siostry, złote dzieci kapitalizmu, czyli ci, którym po cichu zazdrościliśmy. Im się udało. W obiegowej opinii (nie zawsze prawdziwej) im wystarczyły dowolne studia i zalążki języka obcego, żeby zdobywać pozycję. Mówiono nam: patrzcie, to ci, którzy się nie wysilili a dostają wszystko, o co wy musicie walczyć. Gdzie jest sprawiedliwość, no? I oni was pouczają, och kaman.

Wszystko to kisiło się jeszcze w garnuszku recesji (to słowo z początku wieku, wówczas modniejsze niż kryzys, ale podobnie nas przerażało, bo oznaczało, że trzeba będzie walczyć jeszcze bardziej a zwycięstwo może okazać się bardzo drogie).

Ciężko? Może i tak. Ale – wymęczeni – w końcu poszliśmy do roboty. I tam już czekali na nas ci starsi i mądrzejsi. Którzy czasem usilnie próbowali nas przekonać, że mądra praca to tak zwane dupogodziny i brak życia osobistego. Że kompetentny jest ten, który się wciśnie w lepszy garnitur. Że wyścig szczurów jest czymś fajnym a my mamy brać w nim udział. I wtedy się wkurzyliśmy. Bo w odróżnieniu od tych Malczików, myśmy byli szczurkami już za długo. Początkowo udawaliśmy, że gramy w ich grę, ale po cichu wprowadziliśmy swoje zasady. Zamiast garniturów są conversy, zamiast bata nad głową work-life balance, zamiast ślepego posłuszeństwa – kreatywność. Nie wszędzie i nie zawsze – są jeszcze przyczółki starego reżimu. Ale generalnie to jest nasz czas. Teraz po godzinach to się nie siedzi – po godzinach biega się maratony, remontuje stare samochody, odkrywa wakeboard itepe.

Niestety to nie potrwa długo. Bo nadchodzą oni, pokolenie Z, „roszczeniowi gówniarze”. I atakują nas z flanki, jak byśmy nie byli już zbyt zmęczeni odpieraniem wroga – czyli iksów. Są od nas lepsi „w te całe internety”. I w dodatku nie traktują nas poważnie. Ani pracy. Ani firmy. Dla nich nie ma work-life balance bo nie ma work – są projekty, które im się podobają albo nie. Agrrrhhh. Znowu trzeba szykować łokcie. A nadal mamy na nich strupki i siniaki po koszeniu białych kołnierzyków urodzonych dekadę przed nami. Jak żyć?

Odpowiedź brzmi – normalnie. Bo to wszystko jest super. I broń boże nie kwękać jak ja wyżej (na szczęście to był tylko przykład, normalnie nie jestem kwękliwa, wręcz przeciwnie). Ale zdać sobie sprawę, że nie jesteś jedynym pokoleniem, któremu jest trudno. Ci przed nami mieli orkę na ugorze i pracę u podstaw. Trzeba było ogarnąć inne pokolenie, jeszcze starsze, to przypięte do swoich stołków, które nie chciało się rozwijać bo praca jest dana od zawsze i na zawsze. Dla tamtych to nasi poprzednicy byli „roszczeniowymi gówniarzami”. Dla tych, urodzonych po 90’ to my jesteśmy sztywniakami, którzy ich blokują. Każdy z kimś walczy ale każdy wnosi też fajne doświadczenia i dobre rozwiązania. A przede wszystkim – i tu jest kwintesencja tego wywodu:

Nikt nie jest straconym pokoleniem.

A takie farmazony czytywałam już w głupio zaniepokojonych mediach. Nie. Straceni to byli Kolumbowie, bo ich po prostu wybito a niedobitki oszukano. Tyle. Reszta ma łatwiej lub trudniej, ale ma. Były recesje i kryzysy, ale póki nie wysadzono nas atomówką, da się coś z tym zrobić. Poza tym w każdym pokoleniu są totalni leserzy i prawdziwe gwiazdy.

Weźmy iksów. Mam masę starszych znajomych, którzy są dla mnie prawdziwymi autorytetami. Nawet, jeśli wywodzą się z tego strasznego pokolenia, które zawsze nam rozkazywało i wpędzało nas w kompleksy ;) Chwytam każde ich słowo i zapisuję sobie w głowie (wężykiem, Jasiu, wężykiem). To dla mnie pokolenie mentorów i osobistych idoli. Mają mój pełny szacun na wieki wieków. Ci O Których Piszę będą wiedzieli, że to o nich piszę. :)

Kolejni to „moi ludzie”. Kwiat lat 80’. Jedni dali sobie wmówić, że się nie da. I przegrali. Marudzą coś tam na marginesie, szukają winnych i nie robią zbyt wiele z życiem. Inni – na drugim biegunie – pokazują światu, że na ambicji i wiedzy da się daleko zajechać (Książę, pani Kolejarko, OlciO, Wittamino, Państwo Von und Zu, Redaktorko O.D., Panie Trenerze, Elito z Domaniewskiej i inni Krewni I Znajomi Królika – to o Was teraz myślę). Z trudem próbują mieć odrobinę wolnego czasu ale dbają o to żeby się ta sztuka jednak udawała – sumienni, megapracowici, porządni. Spokojnie można nazwać ich milion, bo czują, że cały czas na jedno miejsce są ich miliony, więc starają się jakby te miliony patrzyły im przez ramię.

I wreszcie ta cudowna „roszczeniowa gówniażeria”, która a owszem czasem bywa właśnie tym, za co ją biorą – roszczeniową gówniażerią, której nic się nie chce, bo i tak są „straconym pokoleniem”, bo im się należy a nie ma. Takich spotkałam jednak tylko kilkoro. Są. Ale tak samo, jak totalni leserzy wśród wcześniejszych pokoleń. Tylko są głośniej bo mają lepszy dostęp do social mediów gdzie leją swe gorzkie żale. I znów, na drugim biegunie jest na szczęście cały tłum ludzi, którzy zgodnie z filozofią Z-ów nie balansują między życiem a pracą. Oni sprawiają, że życie jest pracą. Ale nie taką w skostniałym znaczeniu. Nie można przyporządkować ich do etatu, do firmy, czy biurka. Po budowniczych i walecznych przyszło pokolenie ekspertów. Fantastyczna sprawa. Poznaję ich – Kasię-Bazylię, Jedzonelkę, Wojtka, czy Orzecha – i za każdym razem widzę świat, który bardzo mi się podoba. Lubię ten świat. I to pokolenie.

Reasumując, czyli do ad remu :)

X – ogarnęliście stajnię Augiasza. Wylaliście solidne fundamenty. Kawał dobrej roboty. Mieliście przeciw sobie kapryśną gospodarkę i masę osób, którym zdawało się, że „czy się stoi czy się leży, cała pensja się należy”. Ktoś Wam za to dziękował? Nie? To ja dziękuję. Każdy, kto pracował z kimś przypiętym do stołka, kto nie uczy się, nie rozwija, jest ostatni w fabryce i pierwszy przy wyjściu, wie z czym musieliście sobie poradzić. I dlaczego nieraz nie przebieraliście w środkach.

Y – tak pięknie walczyliśmy. I przeforsowaliśmy nowy styl życia. Ogarnęliśmy i udźwignęliśmy wszystko co było do ogarnięcia i udźwignięcia pokazując, że możliwa jest harmonia. O ile wcześniej powstał wir, po nas wody się przyjemnie uspokoiły. Czy ktoś nam za to dziękował? Nie? No to sami sobie podziękujmy. Jest nas dużo. Najwięcej. Jak byśmy nie osiągnęli harmonii, to byśmy się w tej ciasnocie pozabijali. Zen.

Z jesteście pyskaci i przebojowi. I bardzo dobrze. Nie macie korzeni w poprzedniej, dziwacznej epoce i jesteście na wskroś internetowi. Jeszcze lepiej. Nie dajcie sobie tylko na miłość boską wmówić, że jesteście straceni, bo to podcina skrzydła jeszcze zanim je rozłożycie. I nie wierzcie, że ktoś wam podziękuje. Nie podziękuje. Mało tego: ktoś was zastąpi. Ci urodzeni w XXI wieku. Powiedzą, że jesteście starzy pierdziele, nie znacie się i blokujecie im karierę, a w ogóle to są straconym pokoleniem. Dacie sobie z tym radę. Ze wszystkim dacie radę. Jesteście świetni.

I nie szczekajmy więcej na siebie. I tak wiadomo, że to wina tych jeszcze starszych (bo winny ktoś być musi). Ha!

 

Źródło infografiki http://kariera.pracuj.pl/wp-content/uploads/2013/05/wyscig-pokolen30_FIN.jpg

  • http://www.lukasz-konior.pl/ Łukasz Konior

    Dobry tekst :D

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Teraz skromnie powinnam zaprzeczyć, ale już trudno, niech będzie :D ps. Dzięki.

  • Asia Ksieniewicz

    Z, bo po tym pokoleniu nie będzie nic, albo wrócimy do pokolenia A czyli epoki kamienia łupanego :) Mnie tam by się podobało.

    • http://sloganopis.pl Sloganopis

      Spoko – na wakacjach byłam w Ojcowie. Mam obczajonych kilka fajnych jaskiń jak coś. :D

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Spoko – na wakacjach byłam w Ojcowie. Mam obczajonych kilka fajnych jaskiń jak coś.

  • http://abcdw.pl/ Krzysztof Wiśniewski

    Jak mawia Paul Arden: „jak myślisz, to pomyśl odwrotnie”. Zastanawiam się, czy w całym tekście nie tkwi pewna zabawa logiczna, która przewraca rozumowanie do góry nogami. Załóżmy, że wyścig szczurów to tylko jeden z frontów walki o przekazanie genów dalej, w tym przypadku na terenie corpo. Załóżmy dalej, że to po prostu wybieranie swego miejsca w życiu przez tych z „Why?” i ich pomysł na przetrwanie.
    Jeśli tak, to naturalnym jest uznać, iż zarówno ukłon w stronę X i zostawienie ich samym sobie przy wykorzystaniu maksimum ich zdobyczy, jak i dystans wobec Z jest niczym innym jak tylko zmianą taktyki walki bez zmiany celu strategicznego jako takiego. Takie po prostu przegrupowanie sił. Czy zatem tego tekstu nie należy traktować w kategoriach: patrzcie, nasza strategia opiera się na dynamicznym doborze taktyk. Nie warto z nami walczyć. Moje geny mają większą szansę na przetrwanie! Z drogi, tzw. przyjaciele.

    • http://sloganopis.pl Sloganopis

      Ja bym to jeszcze inaczej ujęła. W kupie siła. A wyż demograficzny to wielka kupa siły. Także faktycznie, z drogi :D

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Ja bym to jeszcze inaczej ujęła. W kupie siła. A wyż demograficzny to wielka kupa siły. Także faktycznie, z drogi

  • Kasia Czuchaj

    bardzo fajny tekst! przeczytałam z zaciekawieniem tym bardziej, że właśnie realizuję duży projekt badawczy w temacie różnic między x-ami, y-ami i zetami jeżeli chodzi o styl życia i zwyczaje zakupowe, zapraszam zawczasu do skomentowania wyników naszego badania (obecnie kończymy zbierać dane, także raport mogę zapowiedzieć na wrzesień :) kasia@mobileinstitute.eu)

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Dzięki za info. Bądźmy w kontakcie!

  • http://about.me/lavinka lavinka

    Ja tylko chciałam dodać, że pomału alfabet się kończy i za 30 lat będzie tylko pokolenie Ż. A co dalej? ;)

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      Atomówka ;)

  • Pingback: 5 blogów, których (być może) jeszcze nie znasz | Paweł Lipiec

  • kilobyte

    Fajne :)