Zaufaj ekspertom

W jednym z dawnych, dawnych wywiadów, Kasia Nosowska opowiadała, jak pokazała swojej mamie tekst (skądinąd niezły, zwłaszcza, jak na tak młodą autorkę) piosenki Ja, sowa. Mama przeczytała, pochwaliła i doradziła zmianę jednego fragmentu. Po wersie „nigdy, nigdy się nie dowiesz, jak wielki to ptak” nie powinno, jej zdaniem, paść „bo w twym sercu gniazdo wije, wije wróbel”, tylko „wije szpak”. Ptak-szpak. Proste.

Nosowska opowiadała tę anegdotę w tak czułych tonach, że wywoływała nie szyderczy ale tylko sympatyczny uśmiech i masę ciepłych uczuć dla mamy, która chciała pomóc. Ale inaczej jest, kiedy za poprawianie fachowca bierze się pełen buty laik. I nie da sobie wmówić, że jednak szpak to nie wróbel i nijak nie pasuje bo całą metaforę diabli biorą.

Takie przypadki zna każdy – graficy, copywriterzy, projektanci wnętrz, fotografowie. Zawsze jest ktoś, kto odkryje, że zasada

nie znam się, to się wypowiem

jest słuszna i prawdziwa. Każdy ma swojego szpaka – ja na przykład świetnie pamiętam panią, która stwierdziła, że słowo „dekada” jest prostackie, wręcz wulgarne. Innym razem, udowadniano mi, że

oferujemy XYZ naszym klientĄ

jest jedyną dopuszczalną formą, i o żadnym „om” nie może być mowy.

W wielu przypadkach, mam wrażenie, że usilne poprawianie fachmenów, to pompowanie własnego ego – „o, pouczyłam fotografa z dwudziestokilkuletnim stażem, jestem taka mądra”.

kulkanasloganopisTak to czasem widzę, jak na tym obrazku. Więcej o TUTAJ

Wrzucam Wam dwa przykłady fanpejdży, pokazujących aż za często jak to w praktyce wygląda, proszszsz: pierwszy i drugi

10308226_731918543495017_8314968017498277828_nTen się śmieje, kto się śmieje ostatni. Czy jakoś tak.

10698692_791463147570885_1944586870829536874_nJasne, że można nie wiedzieć. Ale czemu przy tym iść w zaparte?

 

Dobra cwaniaro. Ale przecież jest od groma hochsztaplerów. Inaczej nie istniałyby perły takie jak o TU

Jasne, że trzeba sprawdzać. Bo może okazać się, że ten, kogo zatrudniliśmy jest takim fachowcem jak z koziej d… trąba. Albo po prostu nie zrozumiał wytycznych i robi coś całkiem innego, np. maluje nam dom na wściekły róż.

Ale przede wszystkim warto dokonać wstępnej selekcji. I oto jest clue mojego wywodu, którego pełny tytuł brzmi w zasadzie:

Jak zatrudnić fachmena a nie z koziej d trąbę

1)   Jest o nim głośno. I nie chodzi o to, że jeśli detektyw to Rutkowski, a jeśli fotograf to Ryszard Horovitz. Oczywiście spoko, jeśli Cię stać na Horovitza to czemu nie? W CH Arkadia skorzystali i nieźle wyszło. Ale przyjmijmy, że nie życie to nie arkadia i większości z nas zwyczajnie nie stać na krajową, ojropejską czy tym bardziej światową czołówkę. Głośno, oznacza więc w tym przypadku raczej taki przyjemny szum wokół kogoś. Na przykład już druga osoba powiedziała Ci, że X. robi fajne foty; znajomi znajomych polecają Y. jako świetnego tekściarza; Z. kilka razy błysnął wiedzą na branżowych portalach, poza tym zrobił komuś stronkę, że mucha nie siada. To trąci osławionym zatrudnianiem po znajomości. Ale ono też samo w sobie nie musi być takie złe. Serio, serio. Ale o tym szerzej kiedy indziej.

2)  Ma mocne dowody. Najczęściej portfolio. Albo coś, co możesz zobaczyć „na żywo”, np. mieszkanie, które wyremontował Twoim znajomym, obraz, który wisi u sąsiada w salonie, teksty na stronie jakiejś firmy. I ważna uwaga – musi Ci się podobać to co widzisz. Jeśli czyjeś zdjęcia są obiektywnie ładne, ale ma jakąś manierę, która po prostu estetycznie Ci nie leży, jeśli projektant wnętrz, Twoim zdaniem ma zbyt hipsterskie ciągoty, jeśli webdesigner przecenia, według Ciebie, prostotę, to choćby byli mistrzami świata, będzie się Wam źle pracowało. Idź ze swoim zleceniem gdzie indziej, bo nie ma sensu się szarpać.

3) Ma własne zdanie. Fachmen nie zgodzi się na wszystko. Jeśli koniecznie upierasz się przy grzywce na 2 centymetry, a buźkę masz jak księżyc w pełni, to dobry fryzjer powie Ci to wprost. Świetny zasugeruje taki kompromis, że zapomnisz o swojej głupocie. Zły zetnie zgodnie z życzeniem.

4) Traktuje Cię profesjonalnie. Tu nie chodzi tylko o projekt jako taki ale i jego prowadzenie. Jeśli ktoś olewa terminy, robi się chamski, gwiazdorzy, to może i jest w czymś dobry, ale profesjonalistą nie jest na pewno. Szanuj swoje własne nerwy, czas i ogólnie szanuj się. Życie jest za krótkie, żeby marnować je na maluczkich. True story, bro.

5) Fachmen nie jest tani. Ale to jest punkt z zastrzeżeniem, bo owszem, może się zdarzyć, że nam się trafi okazyjnie, np. po znajomości, albo w ramach jakiejś akcji (tak dwa razy udało mi się zdobyć profesjonalne zdjęcia; normalnie nie było by mnie stać na tak dobrych fotografów, jak Paweł 2advert.pl, który robił foty mojego domu i Arlena wittamina.pl, która strzeliła mi przecudne #profilove na fejsa, możecie zobaczyć je też w sekcji Ja, Sloganopis). Gdy byłam w niefajnej sytuacji, znajomy znajomych poratował mnie też przy remoncie domu. Również bardzo okazyjnie. Czyli się da. Inne zastrzeżenie to region, np. nasze wysokie ceny mogą być niskie dla klientów np. ze Szwecji, czy Szwajcarii. I nie znaczy to, że fachowcy w Polsce są be a tam cacy. Taki rynek i tyle. Ale nawet przy tych dwóch zastrzeżeniach, jeśli chce się fachmena to generalnie trzeba wypuścić węża z kieszeni. Albo liczyć na cud. Zdarza się.

domekTo właśnie fota od 2advert, o której pisałam wyżej. Lubię.

I już. Przynajmniej dla mnie już. Tak wybranego fachowca obdarzam sporą dozą zaufania. Nie mędzę mu nad głową, nie mądrzę się, nie poprawiam, chyba, że trzeba wskazać kierunek, w którym idziemy, czyli np.

wolałabym, żeby na zdjęciu było widoczne także wnętrze samochodu, także zróbmy wersję z otwartymi drzwiami

a nie

ale dziwne światło, bez sensu takie kadrowanie, jak tak ustawiasz statyw to nie złapiesz przecież tego o co mi chodzi bla bla bla.

Wierzę w te pięć zasad i sprawdziłam je przez lata pracy w pijarze i reklamie. Jak to mówi IT: „u mnie działa”.

ps. I na koniec taka dziwna refleksja.Od tysięcy lat część religii zakłada, że bóg Bóg, Jahwe, Aton itp.), który stworzył świat jest jednocześnie doskonały. Nieporównywalnie doskonalszy niż człowiek. Jednocześnie niszczymy taką doskonałość jak las, rozbijamy skały, zasypujemy wody, żeby postawić budynek i to w nim modlić się do owego boga, uznając, że jest to miejsce święte, w odróżnieniu od tych skał, tych wód i tego lasu. Pół biedy jeśli z poprawiania po fachowcu bierze się coś tak wspaniałego jak Kaplica Sykstyńska. Czyli prawdziwa sztuka. Ale najczęściej są to wytwory wyobraźni ambitnych proboszczów, czyli Kościoły, które udają kury Porównajcie zresztą dowolną przedstawioną na tym fanpejdżu kurę, z dowolnym lasem, żeby zrozumieć, że szkoda lasu na te kury. Ale ja jestem ateistką, więc może po prostu nie ogarniam. Jeśli ktoś ogarnia, niech da znać. Czy faktycznie nie można po prostu kontemplować Dzieła stworzenia (bo świat jest Dziełem i jest nieskończenie piękny, póki nie poprawia go człowiek), tylko trzeba odstać swoje w sztucznie zaaranżowanej przestrzeni. Nie wiem, nie rozumiem, nie znam się, idę pobiegać do lasu. Miłego dnia.

 

  • http://srogo.me/ Michał Nierebiński

    Wszystko fajnie, dopóki nie pracuje się w firmie, gdzie proces decyzyjny rozbity jest na ochnaście działów, gdzie każdy kierownik, młodszy kierownik i podkierownik koniecznie chce mieć swój pozytywny (hue hue) wkład. Wtedy kończy się to mniej więcej tak, jak na tym filmiku. Będąc ekspertem, przeliczam ile warty jest mój święty spokój. Nawet kosztem jakości. https://www.youtube.com/watch?v=BKorP55Aqvg

    • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

      OMG całkiem zapomniałam o tym filmiku a swego czasu oglądaliśmy go niemalże w trybie zapętlonym. Tak korpo rządzi się swoimi prawami. Czy są słuszne? Imho odpowiedź jest w słowie korpoRACJA.

      • http://srogo.me/ Michał Nierebiński

        Ja tam nie wiem, jak sobie z czymś takim poradzić w biznesie kreatywnym, ale na mojej działeczce, na której prawie wszystko da się wymierzyć i obliczyć, czasem czuję, że walczę z wiatrakami. Cieszę się, że mój PM nie jest taki, jak ten z filmiku.

        • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

          W biznesie kreatywnym tez jest walka z wiatrakami, tylko siłą rzeczy są one ładniejsze, kolorowe i w ogóle designerskie. A tak serio, filmik przerysowany, ale czasem spotykałam podobnych ludzi. Nawet – o dziwo nie w korpo.

      • Sebastian Górski

        Pierwszy raz widzę ten film. „Widzę gdzie z tym idziesz”.

        • http://www.sloganopis.pl Sloganopis

          Potwierdza się moje przypuszczenie, że czasem w komentarzach mozna znaleźć więcej niż we wpisie :)